|
|
Kraków 101.6 MHz
Kraków
101.6 MHz
Tarnów
101,0 MHz
Nowy Sącz
90,0 MHz
Zakopane
100,0 MHz
Andrychów
98,8 MHz
Gorlice
97,4 MHz
Krynica-Zdrój
102,1 MHz
Rabka-Zdrój
87,6 MHz
Szczawnica
90,0 MHz
|
Kontakt 4080 (SMS)
DZIEJE SIĘ COŚ W TWOJEJ OKOLICY?
SKONTAKTUJ SIĘ!
12 200 33 33
12 630 60 00
4080 (SMS)
500 202 323 (SMS i MMS)
redakcja@radiokrakow.pl
|
A
A
A

Kardynał Stanisław Dziwisz w Radiu Kraków: Jeszcze czuję uścisk ręki Ojca Świętego, kiedy żegnał się ze mną bez słów

Widzieliśmy, że zbliża się Jego odejście, było to dla nas wielkie przeżycie. Liczyliśmy się z tym, że może to nastąpić każdego dnia – mówił na antenie Radia Kraków kardynał Stanisław Dziwisz, emerytowany arcybiskup krakowski. W dwunastą rocznicę odejścia św. Jana Pawła II do Domu Ojca kardynał Dziwisz był gościem Macieja Zdziarskiego w specjalnym wydaniu audycji „Oko w oko”.

posłuchaj rozmowy M.Zdziarskiego z kardynałem Stanisławem Dziwiszem

fot: Marek Lasyk

Kardynał wspominał lata służby u boku Ojca Świętego, a także pierwsze zajęcia w seminarium, w którym wykładał Karol Wojtyła. – Wszyscy koledzy wspominają, że zawsze był świetnie przygotowany, a w trakcie przerw między zajęciami widzieliśmy Go w kaplicy rozmodlonego, skupionego. Mam w pamięci obraz, gdy się modlił: trzymał ręce na twarzy, a włosy miał długie, więc opadały Mu na twarz. Wyglądał wtedy jak prorok.

Emerytowany arcybiskup krakowski, który u boku Jana Pawła II pracował 39 lat, opowiedział na antenie Radia Kraków o ostatnim dniu życia papieża. Ojciec Święty żegnał się z najbliższymi współpracownikami – kardynałami, lecz również osobami pełniącymi służbę w papieskim apartamencie. – To było dla mnie najbardziej wzruszające – wspominał kardynał, który o 21.37, w chwili śmierci, czuwał przy Janie Pawle II. – Jeszcze czuję uścisk Jego ręki, kiedy żegnał się ze mną bez słów. Potem śledziliśmy monitor, patrząc na bicie serca, aż w pewnym momencie ono ustało.

Kardynał wyznał, że wciąż prosi św. Jana Pawła II o wstawiennictwo i sam otrzymuje wiele listów od ludzi, którzy doznali nawrócenia lub łaski zdrowia. – On po prostu jest bardzo obecny w życiu ludzi, a jak czasem sam mam jakieś sprawy, to nieraz po cichu Mu mówię: „Służyłem Ci tyle lat, to teraz czekam na wsparcie”.

Kardynał Dziwisz podkreślał, że obowiązkiem pokolenia, które miało przywilej żyć w czasach Jana Pawła II, jest upamiętnienie Jego dziedzictwa. Opowiadał także o roli, jaką pełni Sanktuarium Świętego Jana Pawła II na Białych Morzach. – Uderzające dla mnie jest to, że na mszach w niedzielę o godzinie 11 jest bardzo dużo małych dzieci. Widzą tam obrazy papieża, widzą te fantastyczne mozaiki, może przemawiają do nich relikwie czy ta pokrwawiona sutanna.

Na zakończenie emerytowany arcybiskup krakowski wspominał, jak św. Jan Paweł II przeżywał Wielki Post. – W Wielki Piątek przestrzegał oczywiście postu absolutnego, a do tego bardzo mało mówił, tylko tyle, ile trzeba. Oprócz tego bardzo uważał na to, żeby w trakcie Wielkiego Postu w każdą niedzielę, mimo wizyt i zajęć, śpiewać gorzkie żale.

W rocznicę odejścia Ojca Świętego kardynał Dziwisz zachęcał wszystkich do poszukiwania Chrystusa. – Ludzie często mówią, że wraz ze śmiercią kończy się człowiek. Wchodzi w nicość. Na myśl o tym ogarnia nas strach. Nawet osoby wierzące, które chodzą w niedzielę do kościoła i słuchają ewangelii, czują wewnętrzny lęk, zastanawiają się: „A może nic tam nie będzie?”. Papież sobie z tym poradził, bo miał ogromne zaufanie, że nie idzie w nicość, idzie na spotkanie.

 

Zapis rozmowy Macieja Zdziarskiego z ks. kard. Stanisławem Dziwiszem


Maciej Zdziarski: Gościem Radia Kraków jest jego eminencja ksiądz kardynał Stanisław Dziwisz, emerytowany arcybiskup archidiecezji krakowskiej. Dokładnie 12 lat temu, 2 kwietnia 2005 roku, odszedł od nas Ojciec Święty Jan Paweł II. Często Ksiądz Kardynał powraca w myślach do tego dnia?

Tak, to dla nas wszystkich była ogromna strata. Cały świat przeżywał ostatnie dni Ojca Świętego. W Watykanie gromadziły się tłumy ludzi, zwłaszcza młodzieży – plac Świętego Piotra był wypełniony po brzegi. To było wzruszające, ale szczere i prawdziwe, bo też wszystkie kontakty Ojca Świętego z młodzieżą były szczere i przyjacielskie. Dzisiaj, w rocznicę Jego śmierci, nie zapominamy o nim.
 

Co Ksiądz Kardynał pamięta z tych ostatnich dni?

Pamiętam Jego słowa, choć wypowiedziane nie w ostatnim dniu, ale wcześniej: „Całe nasze życie powinno być podporządkowane tym ostatnim chwilom, temu przejściu z obecnej rzeczywistości do wieczności”. On takie właśnie życie wiódł, służąc Panu Bogu, służąc ludziom.

 

Nie zawsze chcemy tak myśleć, przecież życie jest tak wypełnione treścią, że nad śmiercią nie warto się zastanawiać.

Tak, ludzie uciekają od tych myśli, od mówienia o własnej śmierci. Przecież umierają inni, nie my. Chociaż na co dzień słuchamy o śmierci ludzi w wypadkach, to oddalamy myśli o własnej śmierci.

Jan Paweł II myślał o śmierci jako o spotkaniu z Ojcem. Czy tak powinien postrzegać śmierć chrześcijanin? Wydaje się, że w czasie Wielkiego Postu jest to pytanie, które warto sobie zadawać.

Niewątpliwie w czasie rekolekcji wiekopostnych człowiek stara się pogłębić myślenie o sobie samym, o rzeczywistości. Na tym polegają rekolekcje. Żeby wejść w siebie, zatrzymać się, zastanowić się: „Dokąd idę?”. A jeśli mam wyznaczony jakiś cel, to jakie stosuję środki, aby do niego dotrzeć? To są właśnie rekolekcje. To jest spowiedź, to jest Komunia Święta. To zbliżenie się do wieczności poprzez zbliżenie się do Chrystusa.


Powróćmy do kwietnia sprzed 12 lat. Spędził Ksiądz Kardynał wiele czasu obok Karola Wojtyły. Czym dla Księdza było obserwowanie odejścia kogoś, kto przez lata był najbliższą osobą w życiu?

Niewątpliwie przeżycie osób, które towarzyszyły nam przez wiele lat, jest zawsze bardzo trudne. Jan Paweł II był dla nas ojcem, bardziej ojcem niż papieżem, choć oczywiście nie można tego oddzielać od siebie. Widzieliśmy, że zbliża się Jego odejście, było to dla nas wielkie przeżycie. Liczyliśmy się z tym, że może to nastąpić każdego dnia, właściwie od czwartku przed Wielkanocą do soboty przed następną niedzielą Bożego Miłosierdzia.


Odchodzenie Ojca Świętego wyjątkowo wpisało się w kalendarz liturgiczny, w przeddzień święta Miłosierdzia Bożego. Czy Bóg przemawiał przez śmierć Jana Pawła II do każdego, kto chciał go słuchać i oglądać?

Niektórzy mówili, że odchodzenie Jana Pawła II to była wielka encyklika. Przejmujące było Jego ostatnie błogosławieństwo. Wyszedł jak zwykle do okna, aby pobłogosławić lud. Ustawił mikrofon, byliśmy przekonani, że wypowie chociaż same słowa błogosławieństwa. Nie mógł. Jedynie podniósł rękę do błogosławieństwa. Ten gest zniecierpliwienia, poczucia, że chciałby coś powiedzieć, ale nie może, był bardzo ludzki. Odszedł od okna, powiedział jeszcze: „Jeśli papież nie może być z ludźmi, nie może przemawiać, to lepiej, żeby umarł”.


Dla bliskich, którzy myśleli o papieżu jako ojcu, musiało to być wstrząsające.

Co więcej, odkąd napisał ostatnie słowa dużymi literami: „Totus Tuus” – „Cały Twój”, więcej nie narzekał, więcej nie mówił o własnej śmierci. Zawierzył swoje życie Bogu.


Mówienie o śmierci wydaje się naturalną reakcją na lęk przed tym, co będzie, jednak bardzo wielu ludzi, nie tylko starszych, ma problem z jej oswojeniem. Czy ta lekcja Jana Pawła II powinna nas w coś uzbroić?

Ludzie często mówią, że wraz ze śmiercią kończy się człowiek. Wchodzi w nicość. Na myśl o tym ogarnia nas strach. Nawet osoby wierzące, które chodzą w niedzielę do kościoła i słuchają ewangelii, czują wewnętrzny lęk, zastanawiają się: „A może nic tam nie będzie?”. Papież sobie z tym poradził, bo miał ogromne zaufanie, że nie idzie w nicość, idzie na spotkanie. Nie wiem, czy miał jakieś wewnętrzne lęki. Tego myśmy nie widzieli, pozostało to jego tajemnicą, choć widzieliśmy w Nim raczej zaufanie do Boga.


Co ważne, w ostatnim czasie swojego odchodzenia Jan Paweł II prosił o to, aby czytać mu Pismo Święte. Jak poza tym wyglądały Jego ostatnie dni?

Rankiem w sobotę uczestniczył we mszy świętej, przyjął komunię, oczywiście leżąc już w łóżku, myśmy koncelebrowali. Potem chciał się pożegnać z ludźmi, przychodzili do Niego najbliżsi współpracownicy, kardynałowie, między innymi kardynał Ratzinger, który pełnił wtedy funkcję dziekana kolegium kardynalskiego, osoby z sekretariatu stanu, wikariatu, ale także świeccy, którzy sprzątali, sprawowali cichą służbę nie tylko w apartamencie papieża, ale w całym Watykanie. To było dla mnie najbardziej wzruszające. Tak upłynął czas do południa.
Po południu w którymś momencie papież prosił, żeby czytać mu Pismo Święte. Przez rozważanie Słowa Bożego chciał się przygotować. Ksiądz Styczeń, Jego uczeń, późniejszy profesor KUL-u, wybrał fragment – Ewangelię Świętego Jana, dziewięć rozdziałów. I Ojciec Święty przy pomocy siostry Tobiany śledził Słowo Boże. Odmawiał też wszystkie modlitwy, brewiarz. Co ciekawe, jeszcze przed śmiercią w sobotę odmówił część brewiarza z następnego dnia, z niedzieli Bożego Miłosierdzia. Ale my widzieliśmy, że traci siły i zbliża się moment Jego odejścia. Wieczorem, przed godziną ósmą, przyszedł swego rodzaju nakaz duchowy. Papież powiedział: „Odprawcie mszę świętą o Bożym Miłosierdziu”. Bo to już był w wieczór, wigilia święta Bożego Miłosierdzia. Teksty liturgiczne czytane podczas tej mszy są bardzo przejmujące. Po mszy przyjechał jeszcze Kardynał Jaworski. Był wielkim przyjacielem papieża. Udzielił Mu sakramentu chorych, a ja przewodniczyłem koncelebrze. Po tej mszy Ojciec Święty odszedł.


Była godzina 21:37.

Tak, byliśmy wtedy przy Nim. Jeszcze czuję uścisk Jego ręki, kiedy żegnał się ze mną bez słów. Potem śledziliśmy monitor, patrząc na bicie serca, aż w pewnym momencie ono ustało.


Mówimy o odchodzeniu Jana Pawła II, ale wszystko, co wydarzyło się później, przeradza się w piękną opowieść. Można powiedzieć, że jest Ksiądz Kardynał swego rodzaju kustoszem pamięci po Ojcu Świętym. Lubi ksiądz tak myśleć o sobie?

Ja to postrzegam jako swoją powinność, jako wykonanie testamentu, bo w testamencie papieskim pojawiają się dwa nazwiska: rabina Rzymu – Ariela Toaffa – i moje. Czuję się więc zobowiązany, żeby pielęgnować pamięć o Ojcu Świętym, a nie tylko o Jego nauczaniu. To był człowiek z niezwykłą empatią, pełen szczerych ludzkich odruchów i emocji. Do dziś dnia ludzie mi mówią: „Jak spojrzał na mnie, tak do dziś pamiętam Jego wzrok”.
Poza tym ludzie przebywający z Nim odczuwali bliskość Pana Boga. Ojciec Święty zaprosił kiedyś na kolację rodzinę żydowsko-amerykańską. Znał babkę, starszą panią Helenę, która była profesorem filozofii w Stanach. Jeszcze żyje, bardzo sympatyczna osoba, przeżyła chyba jako jedyna z rodziny, spośród 143 członków rodziny żydowskiej w Polsce. Wraz ze swoim synem sędzią i wnukami mieszkała w Ameryce. W pewnym momencie w czasie wieczerzy jeden z wnuków powiedział: „Ja tu czuję obecność Pana Boga. Czy mogę zaśpiewać pieśń?”. Zaśpiewał jedną po hebrajsku, drugą po angielsku. To było dla mnie bardzo poruszające, jak młody człowiek odczuwał sprawy duchowe w obecności papieża. Nadzwyczajne były Jego przeżycia i dzielił się nimi z innymi. Takie świadectwa składało wielu ludzi, którzy przychodzili codziennie na poranną mszę świętą.


Czy w tej niezwykłej osobowości Karola Wojtyły – Jana Pawła II nie krył się pewien paradoks, który polega na tym, że wraz z kolejnymi latami trudniej nam inspirować się Nim, bo niełatwo sięgać do Jego pism, do encyklik, a prościej poprzestać na wspomnieniu Go jako człowieka, pewnej osobowości, o której tak pięknie ksiądz mówi? Czy to jest jakiś kłopot?

Jedno nie wyklucza drugiego, bo gdy sięga się dziś na przykład do przemówień papieża z Jego wizyt w Polsce, można znaleźć odpowiedzi na wszystkie pytania i trudności, które przeżywamy także dzisiaj. Jego nauczanie ciągle jest na tyle aktualne, że po prostu trzeba sięgać po Jego wypowiedzi i korzystać z nich. Dziedzictwo, które nam pozostawił, jest ogromne. Żyjemy w czasach, w których panuje pewne zamieszanie, zwłaszcza w sferze moralnej, a w tekstach papieża wszystko jest klarowne i jednoznaczne.


Papież był wielkim liderem duchowym, ale w jakimś sensie – także liderem politycznym, biorąc pod uwagę to, co mówił o Polsce pod koniec lat 70. i w latach 80.

On sam nigdy nie chciał być nazywany liderem politycznym. Chciał być zawsze – i był – prawdziwym pasterzem. Pasterzem, który rozumie drugiego człowieka, który jest bliski swej owczarni. Ojciec Święty był przede wszystkim bardzo wrażliwym, inteligentnym artystą. Widział cierpienia ludzi pozbawionych wolności, wolności słowa, wyznania. Chciał być tym, który mówi w ich imieniu. Ale wszystko to było nauczaniem moralnym, nie politycznym, i wynikało z Jego postawy moralnej jako pasterza. A to siłą rzeczy ma zawsze odniesienie do życia społecznego czy politycznego.


W tym wypadku miało wyjątkowe odniesienie, bo w czasie pontyfikatu Jana Pawła II upadał komunizm.

Tak, zaszły ogromne zmiany w świecie, ale także w Kościele, bo Ojciec Święty przybliżył Kościół światu i świat przybliżył do Kościoła. Rozdźwięk między rozumem i wiarą stał się mniejszy.


To ciekawe, jak wiele w historii świata może zależeć od osobowości, od siły, od wiary, od charyzmy jednego człowieka.

Tak było zawsze. Liderzy prowadzili, wytyczali drogi. On je właśnie wytyczał.


Być świadkiem czy współuczestnikiem działania kogoś, kto był takim liderem, to szczególny przywilej. Myśli Ksiądz czasem o tym?

Oczywiście, zawsze tak to traktowałem. Jako służbę i całkowite oddanie, jako pewną bliskość w pracy, choć nigdy nie mówiłem, że jestem Jego przyjacielem. Raczej chętnie bym się nazwał Jego duchowym synem.


Pamięta Ksiądz pierwsze zajęcia w seminarium i pierwsze spotkanie z Wojtyłą wykładowcą?

Pamiętam bardzo dobrze. Wszyscy koledzy wspominają, że zawsze był świetnie przygotowany, a w trakcie przerw między zajęciami widzieliśmy Go w kaplicy rozmodlonego, skupionego. Mam w pamięci obraz, gdy się modlił: trzymał ręce na twarzy, a włosy miał zawsze długie, więc opadały Mu na twarz. Wyglądał wtedy jak prorok. Ważność modlitwy odkrył bardzo szybko, już jako młody chłopak w Wadowicach. W pewnym stopniu na pewno pociągnąłby Go Pan Bóg, ale niewątpliwie pomógł mu ze wszystkim Jego ojciec.


Wielokrotnie wspominał o formacyjnej roli ojca w Jego życiu.

Zgadza się. Mało z kolei mówił o matce, choć napisał poemat na jej cześć. Ale o ojcu mówił zawsze. Właściwie ojciec był dla Niego – tak ja to dzisiaj odbieram – przyjacielem, powiernikiem. Myślę zresztą, że najbardziej formował się w Wadowicach, czyli na bardzo wczesnym etapie życia. Jego śmierć bardzo przeżył, wracał do tej chwili bardzo często. Gdy wrócił po pracy, zastał zmarłego ojca siedzącego za stołem, z przygotowaną herbatą. To było dla Niego bolesne przeżycie.


Czy Sanktuarium na Białych Morzach to miejsce, w którym czuje się Ksiądz Kardynał u siebie? Gdyby nie Księdza upór, nie byłoby dziś tego miejsca.

Ktoś musiał po prostu dać impuls. Ja od samego początku wiedziałem, że postać Ojca Świętego musimy upamiętnić. Dla nas On był kimś znanym, bliskim, ale z upływem lat zaciera się pamięć o Nim i dla przyszłych pokoleń należy upamiętnić Jego dziedzictwo. Tak jak wcześniej mówiłem, był On wielką postacią. Nasze pokolenie miało przywilej żyć w Jego czasach. To ważne nie dlatego, że był Polakiem, choć to oczywiście dodatkowa radość, ale dlatego, że mieliśmy tak wyjątkowego papieża. O Jego wyjątkowości mówi się na całym świecie.

 

Czy Sanktuarium stanie się ważnym centrum pielgrzymowania? A może już nim jest?

Już jest. Uderzające dla mnie jest to, że na mszach w niedzielę o godzinie 11 jest bardzo dużo małych dzieci.


Chociaż nie ma tam parafii!

Tak, nie ma parafii, więc teoretycznie nie ma parafian. Mimo to przychodzi wiele osób, w tym właśnie małych dzieci. Nie wiem, czy to rodzice je zachęcają, czy dzieci instynktownie same chcą tu przychodzić z rodzicami.


Czy myśli wtedy Ksiądz o tym, że te dzieci nie miały szansy widzieć bezpośrednio Jana Pawła II?

Nie miały, ale w każdym razie odczuwają Jego obecność, kochają Go. Widzą tam obrazy papieża, widzą te fantastyczne mozaiki, może przemawiają do nich relikwie czy ta pokrwawiona sutanna. W każdym razie w niedzielę na mszach świętych jest pełno ludzi.


Jak sądzę, dostaje Ksiądz Kardynał wiele zaproszeń, by mówić o Janie Pawle II w mediach, aby podróżować po świecie. Jak wygląda ta część dawania świadectwa i upamiętniania Ojca Świętego?

Niestety nie mogę na wszystkie zaproszenia odpowiedzieć pozytywnie.


Czy udaje się chociaż na co dziesiąte, na co setne?

Nie powiedziałbym… Jeśli mogę, to daję świadectwo w diecezji, a ostatnio częściej poza diecezją i poza krajem. Ludzie zwracają się przy okazji najróżniejszych rocznic: „Był u nas papież 20 lat temu, 25 lat temu. Proszę przyjechać” i tak dalej.


Niedawno byłem w Singapurze i przed miejscową katedrą widziałem pomnik papieża z okazji, jeśli dobrze pamiętam, 25-lecia jego papieskiej wizyty. Kiedy moi rozmówcy z parafii katedralnej dowiedzieli się, że jestem Polakiem, to chcieli mówić tylko o tej wizycie Jana Pawła II. Czy tak jest na całym świecie?

Tak. A absolutnie najczęściej w Meksyku. Tam ciągle jeszcze mówią o tym tak, jakby papież był u nich wczoraj.


My też powracamy do pielgrzymek, do nauczania Jana Pawła II. Czy nauczył się Ksiądz czegoś szczególnego od Jana Pawła II, jeśli chodzi o przeżywanie Wielkiego Postu, o rozumienie tego, czym w życiu katolika jest i być powinien Wielki Post?

Jan Paweł II był bardzo wrażliwy, jako kardynał, jako biskup, na przeżywanie roku liturgicznego, więc rozszerzę to pytanie chociażby na Adwent czy na Boże Narodzenie. Przykładowo Ojciec Święty śpiewał kolędy codziennie aż do drugiego lutego. Nie raz mówił nam, jak głęboka treść tkwi w kolędach. On po prostu modlił się, śpiewając kolędy.
To samo odnosi się do Wielkiego Postu. Ojciec Święty przestrzegał bardziej rygorystycznego postu, niż to było nakazane. Trzy razy w tygodniu w ogóle nie jadł mięsa, a w pozostałe dni – tylko w południe, nigdy wieczorem czy rano. W Wielki Piątek przestrzegał oczywiście postu absolutnego, a do tego bardzo mało mówił, tylko tyle, ile trzeba. Oczywiście jako papież szedł na godzinę spowiadać do bazyliki, ale resztę czasu poświęcał na skupienie, modlitwę, udział w ceremoniach popołudniowych, w drodze krzyżowej. Autentycznie przeżywał Wielki Post, podobnie jak całe życie liturgiczne w ciągu roku.
Oprócz tego bardzo uważał na to, żeby w trakcie Wielkiego Postu w każdą niedzielę, mimo wizyt i zajęć, śpiewać gorzkie żale. Wołał siostry, wołał nas i co niedzielę śpiewaliśmy gorzkie żale. Również droga krzyżowa czy nabożeństwo męki Pańskiej były Mu zawsze bardzo bliskie. Także w Wielkim Poście – nie tylko w każdy piątek, ale częściej – odprawiał drogę krzyżową. Bardzo Mu zależało, żeby w kaplicy, tam gdzie się modlił, była droga krzyżowa.


W tym świetle szczególnie prezentuje się jego ostatni Wielki Piątek – niejako Wielki Piątek pożegnania, odchodzenia.

Tak. Bardzo przeżywał to, że nie mógł być w Koloseum. Był wtedy w prywatnej kaplicy. Podaliśmy Mu krzyż na ostatnią stację. Było to bardzo wymowne. Ludzie zrozumieli, że to Jego ostatnia droga krzyżowa.


Zastanawia się Ksiądz od czasu do czasu: „Dlaczego mnie wybrał? Dlaczego ja, Stanisław Dziwisz?”?

Byłem Mu pod ręką.


To bardzo skromna odpowiedź.

Ale taka prawda: byłem wikarym w Makowie Podhalańskim, potem na studiach mieszkałem w seminarium i wezwano mnie, byłem po prostu pod ręką. Poszedłem do Karola Wojtyły, nie miałem jeszcze wtedy ukończonych stopni naukowych, powiedział do mnie: „Będziesz tu kontynuował, będziesz mi pomagał”. Ja pytam: „Kiedy?”. „No, dziś”. „To przyjdę jutro”. Bez żadnych dekretów, bez niczego trwało to 39 lat.


39 lat przy Janie Pawle II.

I w tym objawiła się Jego świętość, że wytrzymał ze mną przez tyle lat.


Modli się Ksiądz za świętego Jana Pawła II? Czy modli się Ksiądz do Niego, prosi o Jego wstawiennictwo u Boga?

Stale, bo jestem przekonany, że wstawia się za nami. Otrzymuję wiele listów dziękczynnych od ludzi za różne uzdrowienia, łaski moralne, nawrócenia. On po prostu jest bardzo obecny w życiu ludzi, a jak czasem sam mam jakieś sprawy, to nieraz po cichu Mu mówię: „Służyłem Ci tyle lat, to teraz czekam na wsparcie”.


Co mógłby Ksiądz Kardynał poradzić, by stać się trochę lepszym człowiekiem?

Ja bym zachęcał do tego, żeby nie tracić czasu, żeby korzystać z chwili, bo przemijamy.


Szybciej, niżbyśmy sobie tego życzyli.

Tak, przemijamy, ale Kościół i wiara przychodzą nam z pomocą. Korzystajmy z tego! Chrystus zmartwychwstał, On jest żywy wśród nas. Trzeba Go znaleźć i towarzyszyć Mu.


Piękne słowa. Bardzo dziękuję za to spotkanie. Naszym gościem był ksiądz kardynał Stanisław Dziwisz.

Ksiądz Stanisław. Tak na mnie zawsze mówili w Watykanie, do tego jestem przywiązany.


Bardziej niż do kardynalskiego kapelusza?

Bardziej niż do tytułów. Zwłaszcza „eminencja” mnie drażni.


Dziękuję zatem, Księże Stanisławie!

33%
67%