|
|
Kraków 101.6 MHz
Kraków
101.6 MHz
Tarnów
101,0 MHz
Nowy Sącz
90,0 MHz
Zakopane
100,0 MHz
Andrychów
98,8 MHz
Gorlice
97,4 MHz
Krynica-Zdrój
102,1 MHz
Rabka-Zdrój
87,6 MHz
Szczawnica
90,0 MHz
|
Kontakt 4080 (SMS)
DZIEJE SIĘ COŚ W TWOJEJ OKOLICY?
SKONTAKTUJ SIĘ!
12 200 33 33 (antena)
12 630 60 00 (recepcja)
4080 (SMS)
500 202 323 (SMS i MMS)
redakcja@radiokrakow.pl
|
A
A
A

Dr hab. Andrzej Szczerski w Radiu Kraków: wystawa #dziedzictwo to skarbiec polskości

Jest pewien problem z historią – wydaje się, że jest ona przeciwko nam, że dziedzictwo jest czymś, co nas obciąża. Na najnowszej wystawie pokazujemy, że wcale tak nie jest, że fenomenalna ciągłość kulturowa jest właśnie tym, co nas buduje – mówi dr hab. Andrzej Szczerski, zastępca dyrektora Muzeum Narodowego w Krakowie i twórca wystawy #dziedzictwo. Andrzej Szczerski był gościem Radia Kraków w audycji Macieja Zdziarskiego „Oko w oko” w poniedziałek, 26 czerwca.

dr hab. Andrzej Szczerski - pierwszy od lewej (fot. Grzegorz Jakubowski / KPRP)

Gość Radia Kraków opowiedział o analogii do wystawy „Polaków portret własny” Marka Rostworowskiego z 1979 roku. Przyznał, że #dziedzictwo nawiązuje do ekspozycji sprzed 28 lat. Jak dodał, Polska znajduje się dziś w ważnym historycznym momencie: tuż przed obchodami stulecia odzyskania niepodległości oraz na ponad ćwierć wieku od momentu rozpoczęcia transformacji ustrojowej. – Chcę pokazać, że dziedzictwo artystyczne to jeden z tych nielicznych obszarów, który potrafi nas połączyć i zbudować raz jeszcze narodową wspólnotę – tłumaczył.


A. Szczerski opowiedział też o misji i programie Muzeum Narodowego w Krakowie, o najnowszych wystawach, a także ekspozycji najcenniejszego obrazu – „Damy z gronostajem”. – To bardzo ważne, że „Dama…” jest u nas i jeżeli ktoś chce zobaczyć najpiękniejszy portret kobiety namalowany przez Leonarda, to powinien przyjechać do Krakowa – przekonywał. Gość Radia Kraków zapowiedział również dwie kolejne wystawy: „Twarzą w Twarz. Sztuka w Auschwitz” (od 7 lipca 2017) oraz pełną kolekcję dzieł Stanisława Wyspiańskiego (od 28 listopada 2017).


Zapis rozmowy Macieja Zdziarskiego z dr. hab. Andrzejem Szczerskim, zastępcą dyrektora Muzeum Narodowego w Krakowie


Maciej Zdziarski: Moim gościem jest dzisiaj dr hab. Andrzej Szczerski, zastępca dyrektora Muzeum Narodowego w Krakowie i twórca wystawy #dziedzictwo, o której sporo dzisiaj powiemy. Najpierw chciałbym jednak zapytać o rok 1979. Miał pan wtedy osiem lat…


Andrzej Szczerski: Tak, i w tym roku odbyła się wystawa „Polaków portret własny” Marka Rostworowskiego. Ukształtowała ona zarówno odbiorców bezpośrednich, jak i tych, którzy dopiero dorastali, żeby ją zrozumieć.


Co pan pamięta z tamtego czasu?


Pamiętam poruszenie w związku z pierwszą pielgrzymką papieża do Polski. Pamiętam też rok ’80, zwłaszcza lato. Byliśmy wtedy z rodzicami nad morzem i kiedy wakacje miały się ku końcowi, zaczęły do nas stopniowo docierać informacje z Gdańska. W trakcie powrotu przez Polskę czuło się w powietrzu jakieś nowe czasy. Te dwa wydarzenia znakomicie się ze sobą dopełniały, a w pomiędzy nimi odbyła się właśnie wystawa „Polaków portret własny”.


Wpisała się w ciąg zdarzeń, które z perspektywy historycznej opisujemy jako początek powrotu do polskiej wolności. Czy #dziedzictwo nawiązuje do tamtej wystawy?


Tak, nawiązuje i to była moja decyzja, by kontynuować linię wytyczoną przez Marka Rostworowskiego. Mam na myśli przekonanie o tym, że wystawa powinna przede wszystkim mówić o naszej tożsamości. Jest to moim zdaniem coś niezwykle cennego. Po drugie, pracując w Muzeum Narodowym w Krakowie, mam poczucie kontynuacji wielkich działań poprzedników, których podziwiam, i właśnie wystawa Marka Rostworowskiego od zawsze była dla mnie fenomenem, inspiracją do wielu prac naukowych, a przede wszystkim – do organizowania ekspozycji. Całe życie marzyłem, żeby taką wystawę zorganizować.


Czego Polacy dowiedzieli się z ekspozycji z ’79 roku?


Na tej wystawie zobaczyli około 700 portretów samych siebie. Zobaczyli siebie mieszkających w zniewolonym kraju, w kraju, który odmawiał im ich tożsamości. Każdy z prezentowanych tam obrazów był symbolicznym lustrem, w którym Polacy mogli się przejrzeć. Dzięki temu zobaczyli, jacy są w rzeczywistości, i było to coś niezwykle istotnego. To był właśnie ten moment, kiedy poprzez dzieła sztuki odkrywamy, kim jesteśmy. Moment spotkania twarzą w twarz z przodkami był absolutnie rewelacyjny. Polacy zdali sobie sprawę, że ich historia nie zaczęła się w ’45 roku wraz z powstaniem PRL-u, ale jest dużo, dużo dłuższa. Zrozumieli, że nieprawdą jest, że należy wyrugować z przeszłości jakieś epizody albo całe fragmenty, ponieważ wiązały się - używając określeń z PRL – z wyzyskiem kapitalistycznym czy feudalizmem.


W ’79 roku mieliśmy małą stabilizację, małego fiata, można było wyjechać na wczasy do Bułgarii albo NRD, tymczasem wizja zbiorowości polskiej ukazana na tej wystawie radykalnie różniła się od tej małej gierkowskiej stabilizacji.


Tak jest. Lata 70. były namiastką wolności i dobrobytu, ale już okres przed rokiem ’80 możemy wprost nazwać wegetacją.


Nadchodził wielki kryzys, przez kraj miała przetoczyć się fala strajków, nadchodził Sierpień ’80.


To był moment, kiedy należało zdecydować, czy będziemy potulnymi sługami tego totalitarnego systemu i poddamy się dramatycznym konsekwencjom, czy jednak się obudzimy, staniemy wreszcie na swoich nogach i zobaczymy, kim tak naprawdę jesteśmy. Wystawa Marka Rostworowskiego właśnie to pokazała i wydaje mi się, że wielkim osiągnięciem było to, by trafić w odpowiedni czas. Co ważne, dokonano tego poprzez dawne dzieła sztuki, czyli język teoretycznie neutralny. W ten sposób cenzura zaakceptowała coś, co było zdecydowanie niecenzuralne.


W takim razie Andrzej Szczerski znajduje się w trudniejszej sytuacji niż Marek Rostworowski, bo dzisiaj nie mamy do czynienia z takim dziejowym momentem. A może mamy?


Na pewno dzieło Marka Roztworowskiego jest unikalne i nie do powtórzenia. Ale dzisiaj też jesteśmy w bardzo ważnym momencie historycznym.


W jakim?


Po pierwsze przed nami stulecie odzyskania niepodległości. To ważne pytania, co zrobiliśmy z naszą niepodległością, jak bardzo jej pragniemy i na ile potrafimy być dzisiaj niepodlegli. Po drugie za nami ponad ćwierć wieku od czasu transformacji postkomunistycznej, ponad ćwierć wieku budowania nowych hierarchii wartości w Polsce, nowych narracji. Pytanie, na ile one nam służyły, na ile nas rozwijały, a na ile były pewnego rodzaju inżynierią społeczną.


Jak by pan zachęcał do odwiedzenia tej wystawy?


Chcę przede wszystkim powiedzieć o jednej bardzo ważnej rzeczy: mamy dzisiaj w Polsce do czynienia z brakiem poczucia ciągłości historycznej. Poczucie to zostało zachwiane i jest pewien problem z historią – wydaje się, że jest ona przeciwko nam, że dziedzictwo jest czymś, co nas obciąża. Na tej wystawie pokazujemy, że wcale tak nie jest, że fenomenalna ciągłość kulturowa jest właśnie tym, co nas buduje.
Poza tym w Polsce narasta konflikt między dwiema skrajnymi postawami, które bardzo często spierają się właśnie wokół dziedzictwa. Chcę pokazać, że to jest nasza wspólna własność i że dziedzictwo artystyczne to jeden z tych nielicznych obszarów, który potrafi nas połączyć i zbudować raz jeszcze narodową wspólnotę.


Dziś jesteśmy w takiej sytuacji, że jedni mówią: „Polskość to są Żołnierze Wyklęci. Polskość to odwoływanie się do Powstania Warszawskiego”, a drudzy: „Mamy XXI wiek. Przed nami wyzwania, które mają charakter globalny. Jesteśmy Europejczykami, polskość jest dziedzictwem, które tylko obciąża”. Czy między takimi postawami, opisanymi w sposób bardzo uproszczony, możliwe jest znalezienie jakiegokolwiek wspólnego mianownika?


Moim zdaniem tak.


Bo na przykład Jarosław Marek Rymkiewicz w swoim słynnym wierszu sprzed kilku lat powiedział, że to są dwie zupełnie różne Polski.


Ja jestem pod tym względem idealistą i uważam, że wspólnego mianownika należy szukać, aby ci pierwsi zobaczyli, że nie ma sprzeczności między otwartością na innych a dbaniem o historię, której nam zabraniano, a drudzy – że warunkiem otwartości jest właśnie posiadanie silnej tożsamości, wiedza na temat własnej kultury, bo dopiero wtedy możemy z nią wyjść do świata. Ona nie jest wcale naszym obciążeniem, jest dokładnie odwrotnie – to nasz atut. Nasza wystawa łączy ze sobą te dwa punkty widzenia. A przynajmniej mam nadzieję, że tak jest.


Powiedzmy więc o kilku technicznych, ale ważnych szczegółach: ile jest obiektów?


Obiektów jest ponad 650. W katalogu, który otrzymuje każdy zwiedzający, wymienionych jest 607 pozycji. To wynika z faktu, że mamy na przykład zastawę stołową w stylu zakopiańskim i nie liczymy wszystkich sztućców osobno, ona jest jedną pozycją w katalogu.


Są też cztery kategorie: Geografia, Język, Obywatele i Obyczaj. Czy to są cztery słowa klucze, które opisują mapę polskości?


Tak. Szukałem kategorii maksymalnie neutralnych, a jednocześnie takich, które wyraźnie zdefiniują cztery podstawowe obszary dziedzictwa. Nasza wystawa poświęcona została budowaniu fundamentów i bardzo chętnie sięgamy do tego, co najbardziej podstawowe, a więc tego, gdzie leży Polska, w jakim mówimy języku, kto nim mówi i jaka kultura z tego wszystkiego może się narodzić. To jest najprostsza definicja dziedzictwa, zrozumiała i czytelna dla wszystkich.


Zapraszamy więc wszystkich na wystawę do Muzeum Narodowym w Krakowie – powrócimy jeszcze do opowieści o tej ekspozycji. Chciałbym teraz wprowadzić inny wątek do naszej rozmowy: czy czuje się pan starszym bratem bardziej znanego brata – Krzysztofa Szczerskiego, profesora, szefa gabinetu politycznego prezydenta Rzeczpospolitej – czy może zawarli panowie „pakt o równości braci”?


Jestem pewien, że mam wybitnego brata, podziwiam jego działalność i wiele się od niego uczę. Jeżeli zapyta pan o to samo mojego brata, udzieli dokładnie tej samej odpowiedzi.


On często mówi, że jest pan ideałem starszego brata – bardziej wyważonym, spokojnym.


A ja podziwiam brata za odwagę, niezależność i umiejętność zdecydowanego stawiania swoich tez oraz ich bronienia, zarówno jako naukowiec, jak i polityk.


A czy fakt, że Krzysztof Szczerski był posłem Prawa i Sprawiedliwości, a dzisiaj jest szefem gabinetu politycznego prezydenta Andrzeja Dudy, sprawia, że Andrzej Szczerski jest postrzegany jako PiS-owski historyk sztuki?


W ogóle nie myślę w takich kategoriach.  Obaj przyznajemy się do związku z konserwatyzmem, a jak wiemy, w środowisku krakowskim konserwatyzm jest postrzegany jako formacja bardzo prorozwojowa, wręcz awangardowa. Kiedyś napisałem tekst o tym, dlaczego prawica powinna zainteresować się sztuką nowoczesną – bo paradoksalnie właśnie jej hasła w dzisiejszych realiach są czymś nowatorskim i innowacyjnym. Więc w tym nie ma sprzeczności. Ja z bratem wielokrotnie jeździłem na biennale w Wenecji…


Podobno nauczył pan swojego brata rozumienia sztuki współczesnej.


Tak. I widzieliśmy, że nie ma w tym sprzeczności. To jest poszukiwanie nowego języka, którym będzie się mówiło o podstawowych, fundamentalnych kwestiach – i właśnie kultura i sztuka współczesna takich narzędzi dostarczają. To poniekąd jedna z najciekawszych intelektualnych przygód, czyli łączenie, na przekór stereotypom, postawy konserwatywnej z poszukiwaniem modernizacyjnych programów, modernizacji podmiotowej.


Ale czy jest się o co bić? Bo wydaje się, że pewne tematy są tradycyjnie zarezerwowane w debacie publicznej dla lewicy: np. ekologia czy właśnie sztuka współczesna. Czy w tych przestrzeniach druga strona sporu politycznego może coś wygrać?


Myślę, że właśnie w kwestiach wygrywania to jest bardziej skomplikowane. Raczej chodzi o to, żebyśmy wszyscy korzystali pełnymi garściami z dorobku kultury współczesnej. Z jednej strony prawica powinna się otworzyć na nowe formacje, z drugiej – lewica nie powinna ich tylko dla siebie zatrzymywać, co bardzo często czyni. Jeżeli w ogóle sztuka ma być czymś ważnym dla nas, to może być idealnym polem spotkania, zwłaszcza że – zawsze to powtarzam – niewiele mamy obszarów, na których możemy się spotkać. Życie intelektualne – a więc kultura, szczególnie sztuka współczesna – to właśnie jeden z takich obszarów, choć oczywiście o ograniczonej skali.


A dla kogo Muzeum Narodowe jest dzisiaj miejscem spotkania?


Powiedziałbym o fundamentach, dlatego że takie instytucje jak Muzeum Narodowe są po to, żeby budować fundamenty. Nieprzypadkowo nazywa się ono Muzeum Narodowym. To jest właśnie miejsce, gdzie buduje się narodową pamięć, kanon kultury polskiej. Przez kanon rozumiem dbanie o to, co w historii najważniejsze, ale także pokazywanie jej nowych rozdziałów. Dlatego kupno gmachu po Hotelu Cracovia i kupno kolekcji Czartoryskich paradoksalnie są tym samym, bo z jednej strony pokazaliśmy, że dbamy o to wybitne osiągnięcie kolekcjonerstwa polskiego, dzieło rodziny Czartoryskich, a z drugiej – o Muzeum Architektury i Designu, czyli o te obszary kultury narodowej, które są bardzo słabo obecne w muzeach, które trzeba wreszcie pokazać i docenić, żebyśmy zobaczyli bogactwo naszej kultury, głównie XX wieku. A więc to jest ta sama kwestia, tylko przedstawiona z dwóch różnych punktów widzenia.


To zacznijmy od kolekcji Czartoryskich pt. „Najcenniejsze”, którą możemy oglądać od niedawna w Muzeum Książąt Czartoryskich. Kto przychodzi oglądać tę wystawę?


Wystawa „Najcenniejsze” to swego rodzaju szkic wystawy stałej, która powstanie i która ma pokazać najbardziej znaczące elementy kolekcji w formie pewnego gabinetu osobliwości. A więc możemy obok siebie zobaczyć znaczące dzieła rzemiosła artystycznego, dokumenty historyczne czy na przykład Rembrandta. Wystawa paradoksalnie cieszy się popularnością wśród krakowian – wydawałoby się, że wszyscy doskonale ją znamy, a okazuje się, że wcale tak nie jest. Ona zniknęła z naszych oczu lata temu, dlatego cieszymy się, że możemy ją dzisiaj z powrotem oglądać w miejscu dla niej przeznaczonym. Drugą grupę odwiedzających stanowią turyści zagraniczni, bo Kraków jest nie tylko ośrodkiem taniej turystyki, ale również tej bardziej wykwintnej i na wystawie z przyjemnością witamy wielu gości zagranicznych.


Rozumiem, że raczej nie robotnicy z Leeds czy z Manchesteru przychodzą ją oglądać?


Nie, ale może wykładowcy z Oxfordu czy muzycy z Monachium… (śmiech).


I zapraszamy także krakowian! A w gmachu głównym w kolejce do „Damy z gronostajem” ustawia się każdy?


Tak. Mamy ostatnio wielką przyjemność witać u nas wielu gości z Dalekiego Wschodu, głównie Japończyków, ale także Chińczyków oraz Koreańczyków. To pokazuje, jak globalnym dziełem jest ten obraz i jak bardzo podróże „Damy…”, które przez lata były dość problematyczne, okazały się efektywnym działaniem promocyjnym.


Ludzie wiedzą, że to jest obraz, który trochę podróżował, a odtąd pozostanie już i może być oglądany tylko w jednym miejscu.


Tak. I to jest bardzo ważne, że „Dama…” jest u nas i jeżeli ktoś chce zobaczyć najpiękniejszy portret kobiety namalowany przez Leonarda, to powinien przyjechać do Krakowa.


Zwłaszcza że nie ma zbyt wielu obrazów Leonarda, więc warto wsiąść w samolot i przylecieć.


Oczywiście, a już takiego nie ma nikt. Trzeba to jasno powiedzieć.


Czy to duża odpowiedzialność mieć taki obraz? Czy to odpowiedzialność, a może powód do pewnego lęku?


Może nie lęk, ale „odpowiedzialność” to bardzo dobre słowo. Jedocześnie jest to dla nas olbrzymia satysfakcja, bo dla historyka sztuki, muzealnika możliwość opieki nad takim dziełem stanowi wyróżnienie.


Pytam o lęk, dlatego że „Dama z gronostajem” weszła do kultury masowej za sprawą filmu „Vinci” w reżyserii Juliusza Machulskiego, a w tym filmie obraz zostaje skradziony.


… ale w końcówce filmu okazuje się, że ostatecznie „Dama…” nie zostaje skradziona! W każdym razie proszę się nie obawiać – obraz jest tak zabezpieczony, że nic mu się nie stanie, a jeżeli ktoś chce mieć ją u siebie, to może kupić reprodukcję. Zresztą jest coś takiego w dziełach sztuki, że nabierają sensu właśnie wtedy, gdy są dostępne dla wszystkich. Wydaje mi się, że posiadanie ich tylko dla siebie jest kompletnie niedzisiejsze.


Myślę, że ciągle są na świecie osoby, które chciałyby – tak jak bohaterowie tego filmu – otworzyć sobie ołtarzyk i przez chwilę poczuć, że jako jedyni na świecie mogą patrzeć na takie dzieło.


Być może. Dlatego też cały czas liczymy na to, że ten, kto posiada obraz „Portret młodzieńca” Rafaela, dojrzeje do tego, by zwrócić dzieło – o ile ten obraz oczywiście istnieje, bo to są czyste spekulacje. Zresztą kwestia posiadania dzieł sztuki, ich udostępnienia to jest w ogóle fenomen na większą skalę. W Polsce powstaje bardzo dużo ważnych kolekcji prywatnych. Historycznie takie kolekcje bywały ofiarowane instytucjom narodowym, takim jak chociażby Muzeum Narodowe. Czekamy na moment, aż współczesne polskie kolekcjonerstwo dojrzeje do tego, żeby swoje dzieła albo udostępniać, albo ofiarowywać, przekazywać w depozyt, tak byśmy wszyscy mogli wspólnie cieszyć się kulturą.


To byłaby dobra wiadomość, bo przekazywanie takich kolekcji instytucjom publicznym to element kształtowania się społeczeństwa, które ma świadome elity.


To bardzo cenne stwierdzenie: świadome elity potrafią dzielić się swoim bogactwem, wiedzą oraz dorobkiem. Takich elit byśmy sobie dzisiaj życzyli.


Gdyby miał pan zachęcać do odwiedzenia Muzeum Narodowego, to do obejrzenia których wystaw, oprócz #dziedzictwa, szczególnie by pan zachęcał?


Po pierwsze rekomenduję wystawę upamiętniającą Stanisława Wyspiańskiego, wielką wystawę monograficzną, którą otwieramy pod koniec listopada tego roku. To pierwsza okazja, żeby zobaczyć po latach tak olbrzymi zespół prac Wyspiańskiego z kolekcji naszego Muzeum.


„Listopad – dla Polaków niebezpieczna pora…”


Tak, ale to będzie niebezpieczna pora, ponieważ wszyscy zakochamy się w Wyspiańskim i nie będziemy chcieli wyjść z tej wystawy. Zobaczymy przepiękne prace i monumentalne obrazy oraz prace na papierze. W tym celu przeorganizowaliśmy całe drugie piętro gmachu Muzeum. To będzie olbrzymia wystawa, przepięknie zaaranżowana, trzeba ją zobaczyć.
Po drugie odbędzie się wystawa o zupełnie innym charakterze, ale też niezwykle ważna dla nas. Organizujemy ją wspólnie z Państwowym Muzeum Auschwitz-Birkenau. Chodzi o 70. rocznicę utworzenia muzeum na terenie byłego niemieckiego nazistowskiego obozu. Wystawa zostanie zorganizowana w kamienicy Szołayskich. Pokażemy na niej coś, co się w głowie nie mieści. Niemcy byli w stanie w Auschwitz zorganizować muzeum, w którym pokazywali zamawiane prace więźniów, na przykład pokazujące piękno pejzażu, do którego zwozili zagrabione żydowskie dzieła sztuki liturgicznej. Coś potwornego!


Szczególnie wynaturzona forma okrucieństwa.


Tak jak orkiestra obozowa. Zresztą to muzeum znajdowało się tuż przy wejściu do obozu. Ponadto w obozie, w nielegalnym podziemiu, artyści będący wśród więźniów także tworzyli dzieła sztuki. Portretowali siebie, portretowali okrucieństwo, którego doświadczali w obozie. Muzeum Auschwitz-Birkenau przechowuje te dokumenty, pokażemy ich bardzo niewielki wybór, ale naprawdę przejmujący i wstrząsający. Wystawa odbędzie się w trakcie trwania kongresu UNESCO. Pamiętajmy też, że obóz Auschwitz-Birkenau znajduje się na liście UNESCO.


Kongres zaczyna się 2 lipca, a inauguracja wystawy – 7 lipca?


Tak, więc uczestnicy będą mogli zobaczyć wystawę. Zresztą ona wiąże się z uroczystościami w samym Muzeum Auschwitz-Birkenau.
Trzecia wystawa, która trwa obecnie, też ma zupełnie inny charakter, można powiedzieć, że jest przeznaczona dla koneserów sztuki polskiej po ’45 roku. Jest to przepiękna wystawa II Grupy Krakowskiej w naszym pawilonie Józefa Czapskiego przy ulicy Piłsudskiego.


Piękne miejsce, na pewno warte odwiedzenia.


Główna ekspozycja zawiera dzieła Czapskiego i rekonstrukcję jego pokoju Maisons-Laffitte na drugim piętrze, a na pierwszym piętrze jest właśnie Grupa Krakowska, a więc współcześni Czapskiemu. Wystawa pokazuje wybór prac twórców Grupy: kolaże, rysunki, malarstwo, które są świadectwem kreatywności środowiska krakowskiego już w okresie po odwilży, kiedy grupa się tworzyła. Wystawa pokazuje, skąd wzięła się krakowska wyobraźnia, która potem kształtowała sztukę naszego miasta, w dużej mierze do dzisiaj ją kształtuje.


A co warto zobaczyć na wystawie #dziedzictwo? Jakie dzieła obecne w magazynach Muzeum Narodowego, ale nieeksponowane przez lata, zajaśnieją w nowym kontekście?


W pierwszym dziale – Geografia – zobaczymy szereg map pokazujących historyczną Rzeczpospolitą, ale także te miejsca, w których Polacy są w świecie obecni, na przykład Górę Kościuszki w Australii czy zupełnie zapomniane wątki z naszej historii, jak na przykład obecność polskich odkrywców w Oceanii, polskich naukowców jak Ignacy Domeyko w Ameryce Południowej czy Polaków w Ameryce Północnej. Wśród tych obiektów szczególnie wzruszająca jest mapa utkana z włosów przez jedną ze szlachcianek w Szymbarku – te włosy miały wyrazić jej utożsamienie z tym, co przedstawiała, czyli Rzeczpospolitą. Mapa powstała w okresie rozbiorów, była wyrazem miłości do ojczyzny. To znakomity i bardzo wzruszający przykład utożsamiania się z losami Polski.


A co wystawa mówi o Języku (to tytuł kolejnego działu)?


Opowiadamy, w jaki sposób język dokumentuje nasz rozwój. Przypominamy, że w Polsce mieliśmy przepiękne dokumenty związane z rozwojem języka polskiego, jak na przykład Konstytucja 3 maja. Chcemy pokazać, że pierwsza konstytucja w Europie została sformułowana właśnie w naszym języku. Szczególnie też polecam alfabet Jana Marcina Szancera, ilustracje z 1962 roku, na których każda litera alfabetu jest zilustrowana zabytkiem krakowskim. To pokazuje, że język wyrastał z kultury.


Wiele osób zaczynało swoją przygodę z literaturą za sprawą książek ilustrowanych właśnie przez Szancera.


Na koniec jeszcze polecam esperanto, bo to język stworzony przez Polaka, Ludwika Zamenhofa. Mieszkał on w Białymstoku, gdzie słyszał mnóstwo języków, i widząc, jakie to powoduje problemy w komunikacji, podjął się stworzenia języka międzynarodowego.


Kolejny dział to Obywatele.


Teza tej części wystawy jest bardzo jasno sformułowana: zobaczmy, jak różnorodni byli obywatele Rzeczypospolitej i jak atrakcyjne dla nich było polskie dziedzictwo. Niezależnie od swojego pochodzenia chcieli się z nim utożsamiać, przyjeżdżali do Polski albo tu mieszkali i odkrywali siebie w tym dziedzictwie.


Prezydent Andrzej Duda, patron wystawy, określa to „Rzeczpospolitą przyjaciół”.


Wspaniałe określenie! To widać też na ścianach Muzeum. Polecam obejrzenie dzieł Olgi Boznańskiej – portrety czy to Henryka Sienkiewicza, czy anonimowej cyganki. Artystka wyraźnie była zafascynowana właśnie niezależnością. W dziale Obywatele znajdziemy jednak przede wszystkim mniej znane postaci z naszej historii, na przykład Adolfa Becka – naukowca ze Lwowa, który był pionierem elektroencefalografii. Trudno sobie to dzisiaj wyobrazić, ale to Polak był współtwórcą tej metody diagnostycznej. Inna postać to polska aktorka, która była babką Johna Gielguda, bardzo znanego aktora szekspirowskiego, grającego też w polskich filmach.


Ostatnia część wystawy nosi tytuł: Obyczaj. Co w niej zobaczymy?


Ta część wystawy zawiera całe bogactwo materiałów, począwszy od takich detali jak wspomniane sztućce, przez zastawę stołową, stroje czy meble, a skończywszy na elementach dewocyjnych czy związanych z polskim myślistwem. Znanym myśliwym był Józef Potocki, który polował w Somalii czy Indiach.
Mamy też całą część poświęconą walce o wolność, bo to wcale nie była sprawa oczywista. Piłsudski mówił, że niepodległość nie jest za darmo, i na wystawie chcemy właśnie pokazać, że wolność nie wzięła się znikąd. W naszych zbiorach są chociażby wspaniałe militaria. W ogóle w tym dziale jest największy rozmach i różnorodność tego, co można uznać za polskie dziedzictwo. Szczególnie ceniłbym tutaj zegarki Antoniego Patka. Tę znaną światową firmę założył Polak, emigrant po powstaniu listopadowym. Pokazujemy wyroby jubilerskie jego autorstwa, przepiękne zegarki z portretami Rejtana i Kościuszki. Wystawa #dziedzictwo jest świetną okazją do tego, żeby zobaczyć po raz pierwszy większość tych obiektów, bo z reguły nie były one wcześniej pokazywane w Muzeum.


Jaka część spośród ponad sześciuset obiektów jest eksponowana po raz pierwszy?


Myślę, że ponad połowa, dlatego że te obiekty z reguły albo stwarzają trudności od strony konserwatorskiej albo są niezwykle cenne i rzadko się je udostępnia, albo po prostu nie ma na nie miejsca w stałych ekspozycjach. Generalnie jednak wystawa stanowi w istocie skarbiec polskości i tak tę wystawę trzeba odczytywać.


Czy ma pan marzenie, że za 30 lat w audycji radiowej rozmowę o kolejnej wystawie w Muzeum Narodowym jej kurator i dziennikarz zaczną od wspomnienia #dziedzictwa Andrzeja Szczerskiego?


Jeżeli rzeczywiście udało mi się coś dobrego powiedzieć, a zweryfikuje to właśnie państwa odbiór, to będę z tego zadowolony.


Zachęcamy więc wszystkich do odwiedzin wystawy #dziedzictwo w Muzeum Narodowym w Krakowie. A skąd hasztag w nazwie?


To ma być symbol aktualizacji pojęcia „dziedzictwo”, ale też symbol tematu, który jest komentowany w sieci, w mediach społecznościowych. Kolekcja naszego Muzeum powstała właśnie w efekcie takiej dyskusji. Różne głosy kolekcjonerów i kustoszy złączyły się w jeden wspólny głos, który pokazuje piękno, potęgę i dumę polskiego dziedzictwa – i właśnie to chciałem na tej wystawie pokazać.


Bardzo dziękuję za wieczorne spotkanie w Radiu Kraków!

 

 

41%
59%