|
|
Kraków 101.6 MHz
Kraków
101.6 MHz
Tarnów
101,0 MHz
Nowy Sącz
90,0 MHz
Zakopane
100,0 MHz
Andrychów
98,8 MHz
Gorlice
97,4 MHz
Krynica-Zdrój
102,1 MHz
Rabka-Zdrój
87,6 MHz
Szczawnica
90,0 MHz
|
Kontakt 4080 (SMS)
DZIEJE SIĘ COŚ W TWOJEJ OKOLICY?
SKONTAKTUJ SIĘ!
12 200 33 33 (antena)
12 630 60 00 (recepcja)
4080 (SMS)
500 202 323 (SMS i MMS)
redakcja@radiokrakow.pl
|
A
A
A

Arcybiskup Marek Jędraszewski w Radiu Kraków: Czuję powinność, by brać na serio to, co mówił Pan Jezus. „Wasza mowa niech będzie: ‘Tak - tak, nie – nie’ ”

Czuję powinność, by brać na serio to, co mówił Pan Jezus. „Wasza mowa niech będzie: Tak – tak, nie – nie” – powiedział metropolita krakowski abp Marek Jędraszewski w nowej audycji Radia Kraków „Oko w oko”, prowadzonej przez Macieja Zdziarskiego. Arcybiskup odniósł się m.in. do oczekiwań środowisk „Kościoła otwartego” wobec nowego metropolity oraz skomentował skandaliczny spektakl „Klątwa”, w którym znieważono Jana Pawła II i sprofanowano krzyż. Zapowiedział także nowe inicjatywy duszpasterskie: dialogi z wiernymi i wielkopostne pielgrzymowanie do krakowskich kościołów.

Posłuchaj rozmowy z Arcybiskupem Markiem Jędraszewskim

fot: Marek Lasyk

Sztuka nie jest po to, żeby odzierała człowieka z wartości, którymi żyje, dzięki którym chce być bardziej człowiekiem, i żeby go sprowadzała do poziomu istoty, która zdradza siebie samego – powiedział metropolita krakowski w pierwszym wywiadzie dla Radia Kraków, komentując skandaliczny spektakl „Klątwa” wystawiony w Teatrze Powszechnym w Warszawie. Abp Marek Jędraszewski był gościem pierwszego wydania nowej audycji Macieja Zdziarskiego „Oko w oko”.

Metropolita krakowski skomentował spektakl „Klątwa”, w którym znieważono Jana Pawła II i sprofanowano krzyż. – Jeżeli chcemy być bardziej człowiekiem dzięki kulturze, to wynika z tego jednoznaczny obowiązek: trzeba czuwać nad kulturą. Po to żeby ona tworzyła nas jeszcze bardziej szlachetnymi, pięknymi i współodpowiedzialnymi za siebie i innych. Natomiast jeśli coś, co się chce określać za wszelką cenę kulturą, niszczy człowieka, to w założeniu trudno to kulturą nazwać. To jest antykultura, to jest coś, co prowadzi nas w wymiarze osobistym, ale także społecznym, do prawdziwej degradacji – powiedział.

Abp Marek Jędraszewski odniósł się także do oczekiwań środowisk „Kościoła otwartego” wobec nowego metropolity . – Pojęcie „Kościoła otwartego” zostało zawłaszczone, spłaszczone, bo zaciemnia prawdę o tym, czym Kościół był od samego początku – stwierdził, podkreślając, że wspólnota ludzi wierzących zawsze była otwarta. – Niewątpliwie zadaniem duchownego, tym bardziej biskupa, jest to, by ludziom pomagać w dążeniu do odkrywania prawdy o sobie i do życia tą prawdą [...]. Czuję powinność, by brać na serio to, co mówił Pan Jezus. „Wasza mowa niech będzie: Tak – tak, nie – nie”.

W czasie rozmowy abp Jędraszewski opowiadał także o nowych inicjatywach duszpasterskich – dialogu z wiernymi i wielkopostnym pielgrzymowaniu do krakowskich kościołów. Metropolita będzie odpowiadał na pytania krakowian podczas spotkań w Kolegiacie Świętej Anny. Już w Środę Popielcową ruszają tzw. kościoły stacyjne, do których będą mogli pielgrzymować wierni przez cały okres Wielkiego Postu.

W Łodzi, gdzie abp Jędraszewski pełnił posługę w latach 2012-2016, wieczorne dialogi z wiernymi w katedrze okazały się ogromnym sukcesem. W ciągu czterech lat odbyło się 40 spotkań, podczas których podejmowano wiele ważnych społecznie tematów: m.in. uzależnień, zapłodnienia „in vitro”, tożsamości płciowej czy małżeństw osób rozwiedzionych.

– Od samego początku, kiedy została ogłoszona moja nominacja na pasterza archidiecezji krakowskiej, pytano mnie, czy będę organizował dialogi także w Krakowie – mówił abp Jędraszewski. - Kwestię tę podniosłem podczas swojego pierwszego spotkania z księżmi biskupami pomocniczymi. Czy jest oczekiwanie, czy można zaproponować takie spotkania w Krakowie? Odpowiedzieli jednoznacznie, że tak. W toku dyskusji przyjęliśmy, by ulokować je nie na Wawelu, ale w Kościele Akademickim Świętej Anny, tuż obok Uniwersytetu Jagiellońskiego – stwierdził metropolita.

Kolejną inicjatywą duszpasterską, którą abp Jędraszewski wprowadza do Krakowa, będzie wielkopostne pielgrzymowanie do kościołów stacyjnych. Codziennie (z wyjątkiem niedziel) od Środy Popielcowej do końca Wielkiego Postu krakowianie będą modlić się wspólnie ze swoimi biskupami w różnych częściach miasta. Jako kościoły stacyjne zostały wybrane m.in. Katedra na Wawelu, Bazylika Bożego Miłosierdzia i Arka Pana.

– To wielka, wspaniała tradycja pierwszych chrześcijan w Rzymie, którzy w tamtym trudnym czasie – pierwsze trzy wieki istnienia Kościoła to był okres prześladowań chrześcijan – gromadzili się na modlitwie przy grobach swoich męczenników – wyjaśniał abp Jędraszewski na antenie Radia Kraków. – W Łodzi pomysł przyjął się bardzo dobrze. Było dla mnie wielką radością, kiedy po pewnym czasie zobaczyłem, że na pielgrzymki przyjeżdżają nawet ludzie z innych części Polski, całymi rodzinami, po to, żeby tak właśnie przeżywać Wielki Post.

W miesiąc po ingresie do katedry na Wawelu nowy metropolita stwierdził, że sprawy krakowskie są mu coraz bliższe. Niedawno w krakowskim Wydawnictwie M ukazała się nowa książka abp. Jędraszewskiego – „Kto szuka prawdy, szuka Boga”. – Jest to bardziej prezentacja tego, kim jestem – człowieka, który może nie „z dalekiego kraju”, ale z dalekich miast, wpierw z Poznania, potem z Łodzi, coraz bardziej zbliża się do Krakowa i wreszcie do niego trafia – mówił metropolita. Arcybiskup opowiedział o swojej drodze filozoficznej, mistrzu duchowym – Emmanuelu Levinasie i relacji z świętym Janem Pawłem II. – To niezwykła rzecz mieć świadomość, że nie tylko niektóre moje publikacje trafiały do rąk Ojca Świętego, ale również że je czytał i czasem wyrażał swoje osobiste zdanie na ich temat – przyznał metropolita w Radiu Kraków.

 

Maciej Zdziarski: Witam Państwa po krótkiej przerwie i zapraszam na audycję „Oko w oko”. Jest dla mnie zaszczytem i wielką radością, że w pierwszym, inauguracyjnym programie gościmy w Radiu Kraków arcybiskupa Marka Jędraszewskiego, nowego metropolitę krakowskiego. Szczęść Boże!

Abp Marek Jędraszewski: Daj Boże! Witam serdecznie Państwa, witam Pana.

 

Spotykamy się w przedostatni dzień lutego, jutro minie miesiąc od ingresu Księdza Arcybiskupa do katedry na Wawelu. Poczuł się już Ksiądz krakowianinem?

Tydzień spędziłem ostatnio w Rzymie, więc jestem w Krakowie trzy tygodnie, niemniej sprawy krakowskie z dnia na dzień, właściwie z godziny na godzinę, stają się mi coraz bliższe i także drogie – chociażby dlatego, że wraz z kolejnymi spotkaniami dostrzegam ogrom stojących przede mną spotkań, zadań, wyzwań i oczekiwań.

 

O tych zadaniach i oczekiwaniach powiemy, ale chciałem zacząć od książki, którą mam przed sobą: Kto szuka prawdy, szuka Boga. To pierwsza podpisana przez Księdza Arcybiskupa publikacja, która jest już książką metropolity krakowskiego.

Rzeczywiście, jest to pierwsza publikacja tego typu, chociaż zawiera materiały wcześniejsze. Jest to bardziej prezentacja tego, kim jestem – człowieka, który może nie „z dalekiego kraju”, ale z dalekich miast, wpierw z Poznania, potem z Łodzi, coraz bardziej zbliża się do Krakowa i wreszcie do niego trafia.

 

Książka rozpoczyna się od tekstu zatytułowanego Moja droga filozoficzna. Przeczytałem go z ogromnym zainteresowaniem, bo jest to historia imponująca – także opowieść o szczególnej relacji, która łączyła Księdza z Karolem Wojtyłą, który był bacznym czytelnikiem wielu Księdza książek.

To niezwykła rzecz mieć świadomość, że nie tylko niektóre moje publikacje trafiały do rąk Ojca Świętego, ale również że je czytał i czasem wyrażał swoje osobiste zdanie na ich temat. To dla mnie wielka radość i wielki zaszczyt, że Jan Paweł II znalazł czas, by sięgnąć po moje książki i wyrobić sobie o nich opinię. Zazwyczaj nie wspominam szerzej o swoich kontaktach osobistych z Ojcem Świętym, ale książka, w której ten tekst pierwotnie się ukazał, była publikacją podsumowującą moją pracę naukową na Uniwersytecie Poznańskim. Uważałem, że w nieco niszowej publikacji mogę zawrzeć wspomnienia o sobie. Nigdy nie sądziłem, że znajdę się w takiej sytuacji jak teraz, ten tekst zostanie wydobyty prawie że z niebytu i stanie się bardzo ważny i ciekawy, także dla Pana.

 

On wiele o Księdzu mówi, bo jest tutaj na przykład opowieść z lat 80., kiedy jako wykładowca filozofii w Poznaniu został Ksiądz poproszony przez studentów Akademii Ekonomicznej, aby konkurować z miejscowym docentem wykładającym marksizm i prezentować prawdziwą filozofię, tę, która jest rzeczywistym umiłowaniem mądrości. To piękna historia rywalizacji, trochę jakby z Chestertona – o księdzu, który idzie i zwycięża.

Zupełnie przypadkowo byłem o określonej godzinie w określonym miejscu, to znaczy przy bramie poznańskiego seminarium duchownego, gdzie byłem wtedy prefektem. Naraz zbliżyła się do drzwi grupka młodych ludzi, jak się okazało – studentów Akademii Ekonomicznej. Spytałem: „Kogo szukacie?”. Nie bardzo potrafili odpowiedzieć, ale zasadniczo szukali kogoś, kto mógłby im pomóc w określeniu tego, jak powinno wyglądać nauczanie filozofii na ich uczelni. Zaczęliśmy rozmawiać, a w rezultacie pojawiła się propozycja wielkiej dysputy publicznej na temat kształtu filozofii. Tutaj trzeba dodać, że wtedy na wyższych uczelniach – nie tylko humanistycznych, ale także technicznych, na politechnikach – obowiązkowe były wykłady z marksizmu-leninizmu. Wszyscy musieli na nie uczęszczać, niezależnie od tego, czy podzielali te poglądy, czy nie. Dodajmy jeszcze, że Akademia Ekonomiczna w Poznaniu – tak jak zresztą podobne jej szkoły w Polsce – przygotowywała kadry administracyjne dla ówczesnego systemu. Można by powiedzieć, że była to „szkoła czerwona”.

 

Indoktrynacja stanowiła element założeń systemowych.

Tak, zwłaszcza że, jak wiadomo, ekonomia była istotną częścią marksizmu-leninizmu i to właśnie ekonomia miała dowieść wyższości systemu komunistycznego nad kapitalistycznym.

 

Być może Ksiądz Arcybiskup domyśla się, dlaczego o to pytam: dzisiaj znowu jest Ksiądz w podobnej sytuacji jak ten 30-kilkuletni Marek Jędraszewski, tyle że po drugiej stronie jest na przykład ideologia gender, którą Ksiądz sytuuje w obszarze neomarksistowskiej filozofii.

I wtedy, i obecnie zależało mi na tym, żeby służyć ludziom młodym – ale nie tylko im – swoją wiedzą, tak by mogli żyć w przestrzeni prawdy. Na tamtych studentów wywierano nacisk ideologiczny. Oni nie znali innej filozofii niż ta, z którą się spotykali, ale czuli wewnętrznie jej zakłamanie i próbę zniewolenia ich umysłów. Bronili się przed tym. Zapraszając mnie na to publiczne spotkanie do największej auli, jaka była wtedy do dyspozycji na Akademii Ekonomicznej, nie zdawali sobie sprawy, że przyjdzie ponad pięćset osób i że potrwa to tak długo. Ludzie siedzieli nie tylko w ławkach, ale też na schodkach auli. To spotkanie zaowocowało wykładami, które prowadziłem na Akademii Ekonomicznej aż do ’83 roku, a więc także podczas stanu wojennego. Kiedy po kilku miesiącach minął szok wywołany wprowadzeniem stanu wojennego, ku mojemu zdziwieniu zaproponowano mi dalsze wykłady, ale skończyły się w ’83 roku. Być może zdenerwowało ich – nie tyle samą władzę, ile osoby, które czuwały nad „czystością intelektualną” ówczesnej młodzieży – to, że po wykładach ogromna rzesza studentów odprowadzała mnie na przystanek tramwajowy, a wtedy rozmawialiśmy już nie tylko o tym, czego dotyczyły wykłady z antropologii –dyskutowaliśmy o tym, jak najlepiej przygotować się na zbliżającą się wizytę Ojca Świętego w Poznaniu. Po tej wizycie podziękowano mi za wykłady na uczelni.

 

Dzisiaj metropolita krakowski jest być może najbardziej wyrazistą twarzą polskiego Kościoła, jeśli chodzi o zabieranie głosu przeciw politycznej poprawności. Czy Ksiądz świadomie przekracza tę polityczną poprawność, kierując się zasadą, że kto szuka prawdy, szuka Boga?

Szuka Boga, ale szuka także siebie. Niewątpliwie zadaniem duchownego, tym bardziej biskupa, jest to, by ludziom pomagać w dążeniu do odkrywania prawdy o sobie i do życia tą prawdą. Pan mówi, że jestem wyrazistą postacią…

 

Bez wątpienia!

… ale ja bym chciał zwrócić uwagę na to, że nie jest to moją ambicją, raczej czuję powinność, by brać na serio to, co mówił Pan Jezus. „Wasza mowa niech będzie: ‘Tak - tak, nie – nie’ ”. W tym momencie wchodzimy w bardzo jasny dyskurs i dość wyraźne zwarcie, ale nie może być inaczej w przypadku kogoś, kto ma pomagać innym w odkrywaniu prawdy o sobie, o swoim życiu, o swoim przeznaczeniu.

 

Księże Arcybiskupie, w ubiegłym tygodniu przedmiotem ogromnego zainteresowania opinii publicznej, ale też oburzenia środowisk katolickich, był - wystawiony w Teatrze Powszechnym w Warszawie – spektakl „Klątwa”, zawierający bardzo wulgarne fragmenty. Twórcy spektaklu tłumaczą, że sztuka jest po to, żeby prowokować. Jak Ksiądz odebrał to, co można było w sferze publicznej usłyszeć na temat przedstawienia?

Myślę przede wszystkim, że nie była to reakcja wyłącznie środowisk katolickich, choć one oczywiście zabrały głos – i powinny były go zabrać.

 

To była dużo szersza reakcja.

I taka powinna być – w imię tego, czemu powinna służyć sztuka i wolność twórcza. Ja bym nawiązał do najważniejszego w kontekście kultury wystąpienia papieża Jana Pawła II. Programowo wyraził to w 1980 roku w Paryżu na forum UNESCO, mówiąc, że kultura to owoc ludzkiego ducha, a więc coś, co się rodzi w nas, po to żeby człowiek stawał się jeszcze bardziej człowiekiem. Gdy usłyszałem, czego dotyczy przedstawienie w Teatrze Powszechnym w Warszawie…

 

Wyjaśnijmy, że są tam wulgarne sceny właśnie z udziałem Jana Pawła II.

…tym bardziej uderza to w istotę przesłania, czym powinna być sztuka. Sztuka nie jest po to, żeby odzierała człowieka z wartości, którymi żyje, dzięki którym chce być bardziej człowiekiem, i żeby go sprowadzała do poziomu istoty, która zdradza siebie samego.

 

W czasie swojego pierwszego kazania, w czasie ingresu bardzo pięknie mówił Ksiądz Arcybiskup o czuwaniu – że jest ono niepomijalnym fragmentem tożsamości chrześcijańskiej. Co ksiądz miał na myśli? W jakiej sprawie i w jaki sposób chrześcijanin powinien czuwać we współczesnym świecie?

Słowa o czuwaniu były oczywiście cytatem z pięknej, bardzo głębokiej refleksji kardynała Karola Wojtyły, kiedy mówił o tym, że czuwanie jest słowem Pana, czuwanie jest słowem Boga, ale także jego ludu. Człowiek musi czuwać nad sobą. W tym tradycyjnym, najbardziej klasycznym rozumieniu kultura to jest troska o uprawę swojego ducha. Nasuwają się oczywiście skojarzenia z uprawą roli. Nie wyobrażam sobie, by ktoś, kto uprawia ziemię, kto ją kocha, kto dla niej się poświęca, nie czuwał nad tym, jaka jest ta ziemia, jak ją trzeba uprawiać, jak trzeba wzmocnić jej siły wewnętrzne, żeby wydała jak najlepszy owoc. Tym bardziej odnosi się to do ludzkiego ducha. Jeżeli chcemy być bardziej człowiekiem dzięki kulturze, to wynika z tego jednoznaczny obowiązek: trzeba czuwać nad kulturą. Po to żeby ona tworzyła nas jeszcze bardziej szlachetnymi, pięknymi i współodpowiedzialnymi za siebie i innych. Natomiast jeśli coś, co się chce określać za wszelką cenę kulturą, niszczy człowieka, to w założeniu trudno to kulturą nazwać. To jest antykultura, to jest coś, co prowadzi nas w wymiarze osobistym, ale także społecznym, do prawdziwej degradacji.

 

Dyskusja jak definiować tożsamość chrześcijańską toczy się także w samym Kościele. To bardzo uproszczone, publicystyczne schematy, ale chciałbym, żeby Ksiądz Arcybiskup odniósł się do tego, czym jest „Kościół otwarty”. Kraków słynął z tego, że środowisko „Kościoła otwartego” zawsze było tutaj niezwykle istotne. Czy dialog z tym środowiskiem jest wyzwaniem?

Sformułowanie „Kościół otwarty” jest w jakiejś mierze pojęciem zawłaszczonym i bardzo spłaszczonym.

 

Bo sugeruje, że reszta Kościoła jest zamknięta?

Albo że Kościół był zamknięty, a naraz ktoś go otwarł. Tymczasem od samego początku istnienia Kościoła był on otwarty. Odniosę się do momentu, w którym Kościół zaistniał, to znaczy do chwili zesłania Ducha Świętego na apostołów i Matkę Najświętszą oraz kilka jeszcze innych osób zamkniętych w Wieczerniku z obawy przed Żydami. Duch Święty zstępuje na nich, każe im iść i naraz otwierają się na oścież drzwi Wieczernika. To jest niezwykle ciekawy tekst pierwszej katechezy w dziejach Kościoła – katechezy, którą w imieniu wszystkich apostołów wygłosił Święty Piotr. Z jednej strony bardzo jednoznaczne, nawet surowe określenie postawy Żydów, którzy zdradzili Jezusa, swojego rodaka, wydali go w ręce pogan, okupantów, a ci skazali go na okrutną śmierć na krzyżu. Stanowi to przypomnienie bardzo bolesnej, wręcz tragicznej historii. Z drugiej strony Piotr mówi, że choć stało się tak, to Chrystus zmartwychwstał i poprzez zmartwychwstanie pokazuje zupełnie nowe perspektywy życia, łącznie z tym, że jest możliwość przebaczenia, okazania miłosierdzia, dźwignięcia się i pójścia ze słowem Ewangelii na cały świat. To jest historia apostołów, to jest historia Szawła, a później Pawła, nauczyciela narodów.

 

Z tej katechezy płynęłaby taka mądrość, że Kościół jest z istoty otwarty, że mówienie o sporze „Kościoła otwartego” z „Kościołem tradycyjnym” – przepraszam, że używam medialnych klisz, ale do nich wszyscy się odnoszą – jest nieporozumieniem intelektualnym, manipulacją?

Właśnie dlatego powiedziałem, że pojęcie „Kościoła otwartego” zostało zawłaszczone, spłaszczone, bo zaciemnia prawdę o tym, czym Kościół był od samego początku. Sobór Watykański II bardzo mocno podkreślił, że Kościół jest z natury swojej misyjny, czyli musi głosić wszędzie prawdę o Chrystusie.

 

To dlaczego niektórzy próbują ustawić Księdza Arcybiskupa w pozycji „Kościoła, który miałby bronić rzeczywistości zamkniętej”, który miałby się odgradzać od znaków czasu, od współczesnego świata? Dostrzegam w tym ogromny paradoks. Metropolitą krakowskim został subtelny filozof, ktoś, o kim można powiedzieć, że w jakimś sensie – choć to uproszczenie – jest uczniem księdza Tischnera. Tymczasem wielu z tych, którzy często się na księdza Tischnera powołują, powątpiewa: „Nie jesteśmy pewni, czy to właściwy dla nas metropolita…”. Co z tym zrobić?

Pytanie, czy tak powinna wyglądać filozofia dialogu i otwartości. To jest pytanie, które by trzeba postawić im, nie mnie.

 

Nie chciałem wprawiać Księdza Arcybiskupa w zakłopotanie, ale bardzo mnie ciekawi, jak Ksiądz odnosi się do tego paradoksu.

Istotnie, jest to paradoks. Ale myślę, że wynika on także z tego, że nie do końca zrozumiano, czym jest dialog, czym jest filozofia dialogu, o czym mówił także ksiądz Tischner. Na pewno nie można pojmować dialogu jako narzędzia, które miałoby prowadzić niekiedy do zgniłego kompromisu.

 

Do relatywizacji, jak rozumiem?

Tak, siłą rzeczy następuje potem relatywizacja wartości, nawet jeśli dochodzi się do niej poprzez rozmowę. Jeśli dialog ma być uczciwy, to punktem wyjścia musi być prawda, prawda obiektywna – to, kim jestem, kim jest druga strona. Nie można zacierać prawdy o sobie. Przeciwnie – trzeba już w punkcie wyjścia określić, kim jestem ja, kim jest druga strona, i szukać możliwego porozumienia. Ale też, dodajmy, nie zawsze porozumienie jest możliwe. I to jest nauka, którą zawdzięczam mistrzowi duchowemu, jednemu z moich głównych mistrzów, jakim jest Emmanuel Levinas. On wyraźnie mówił o konieczności wymiaru etycznego w dialogu i o tym, że jest pewna przestrzeń spraw, w których nie ma możliwości kompromisu, bo po prostu czegoś nie wolno. Nie wolno kogoś zabić.

 

A był to wielki filozof XX wieku, który przeżył Holokaust. Ksiądz Arcybiskup porównywał jego myśl do filozofii Sartre’a w swojej pracy habilitacyjnej. Ich postawy i poglądy różniły się, chociaż były reakcją na tę samą, dramatyczną historię.

Tak, to byli ludzie tego samego czasu, w jakiejś mierze tej samej ziemi francuskiej, ponieważ Levinas pochodził z Litwy, przyjął obywatelstwo francuskie i jako żołnierz francuski stał się jeńcem po wojnie, po kampanii majowo-czerwcowej 1940 roku. Ich drogi się rozeszły, co wynikało właśnie z tego, że dla Sartre’a nie było świata stałych, obiektywnych wartości. Dla niego człowiek ciągle się tworzył i każdy jego czyn był zaprzeczeniem tego, co było dotychczas, i otwarciem ku temu, co nowe, co za chwilę będzie mogło być znowu zaprzeczone przez kolejną decyzję. Do tego sprowadzała się dla niego istota wolności. Natomiast Levinas wyszedł z doświadczenia Holokaustu – a dodam, że on Holokaust rozumiał szerzej: nie tylko jako zagładę Żydów, lecz także jako wielkie doświadczenie totalitaryzmu…

…przekreślenie wszelkich granic…

…przede wszystkim etycznych, jako nieliczenie się z życiem człowieka, jako określanie kogoś z góry jako wroga ludu czy jako kogoś, kogo trzeba wyeliminować, ponieważ jego rasa komuś nie odpowiada. Levinas pokazał, że człowieczeństwo – a więc istota tego, kim jesteśmy jako ludzie – sprowadza się do tego, że musimy czuć się odpowiedzialni za los, za życie drugiego człowieka. I że obojętność na los drugiego człowieka jest wstępem do prześladowania. To wszystko zaczyna się od bezczelnej odpowiedzi, której Kain udzielił Panu Bogu. Bóg pyta, gdzie jest jego brat, a Kain odpowiada: „Czyż jestem stróżem brata mego?”. Według Levinasa, prawdziwego świadka XX wieku, chodzi nie tylko o myśl filozoficzną, lecz także o doświadczenia osobiste. Odpowiedź była jednoznaczna: jestem człowiekiem wtedy, gdy czuję się odpowiedzialny za los, za życie drugiego człowieka. Tutaj nie ma kompromisu.

 

W Łodzi prowadził Ksiądz – co podobno bardzo spodobało się papieżowi Franciszkowi – „Dialogi w katedrze”, czyli comiesięczne spotkania metropolity z wiernymi. Proszę opowiedzieć o nich nieco więcej, a także o dialogach, które planuje ksiądz organizować w Krakowie w Kolegiacie Świętej Anny.

Najpierw to była inicjatywa młodych ludzi z Duszpasterstwa Młodych w archidiecezji łódzkiej, w samej Łodzi. Okazją do organizacji spotkań był Rok Wiary, ogłoszony wtedy przez Ojca Świętego Benedykta XVI. Sądziłem, że jedną z wielu inicjatyw, które trzeba było podjąć właśnie wtedy – to był początek mojej posługi pasterskiej w Łodzi – jest przybliżanie prawd wiary ludziom i że jedną z form będą właśnie dialogi w katedrze, czyli spotkania na temat zasadniczych prawd wiary. Okazało się, że na spotkania przychodzi bardzo dużo osób. Pod koniec pierwszej edycji w grudniu 2013 roku spytałem zebranych, czy chcieliby kontynuować spotkania. Reakcja ludzi była jednoznaczna. Powiedziałem: „Dobrze, skoro państwo chcą, to będziemy spotykać się dalej” – i zerwała się burza oklasków. To sprawiło, że w sumie było 40 edycji spotkań, trwających pełne 4 lata. Od samego początku, kiedy został ogłoszona moja nominacja na pasterza archidiecezji krakowskiej, pytano mnie, czy będę organizował spotkania także w Krakowie. Sytuacja trochę delikatna, bo nie do końca da się przenieść wzory pracy duszpasterskiej z jednego miejsca na drugie, tym bardziej że zdawałem sobie sprawę z pewnej przepaści kulturowej, a zwłaszcza historycznej, między Łodzią a Krakowem. Kwestię tę podniosłem podczas swojego pierwszego spotkania z księżmi biskupami pomocniczymi. Czy jest oczekiwanie, czy można zaproponować takie spotkania w Krakowie? Odpowiedzieli jednoznacznie, że tak. W toku dyskusji przyjęliśmy, by ulokować je nie na Wawelu, ale w Kościele Akademickim Świętej Anny, tuż obok Uniwersytetu Jagiellońskiego.

 

W sercu miasta – młody duchem kościół, bo akademicki…

…z tradycją spotkań, które organizował wcześniej ksiądz biskup Jan Pietraszka. Pomysł swoich dialogów proponuję z pewnym onieśmieleniem. Zobaczymy, co z tego wyniknie.

 

Czy dla doświadczonego księdza, biskupa, filozofa, naukowca takie rozmowy są wyzwaniem? Następuje zrównanie pozycji, bo biskup może przemawiać „z wysokości”, ale kiedy ktoś podchodzi i zadaje pytanie, to jest to - by odwołać się do kategorii Levinasa -spotkanie twarzą w twarz?

To jest spotkanie twarzą w twarz, chociaż spotkanie w kościele, i spotkanie pasterza z wiernymi. To ma znaczenie, ponieważ nie będę głosił żadnych własnych poglądów. Będę występował jako pasterz, nauczyciel wiary Kościoła, co stawia mnie w określonej pozycji; mówiąc językiem Levinasa, chociaż trudno mi to odnieść tak wprost do siebie, w pozycji mistrza-nauczyciela. Tego uczy nas Levinas – spotkanie mistrza i nauczyciela z kimś, kto prosi o pomoc, wymaga, by asymetria znalazła inny kształt; nauczyciel poprzez posługę prawdy musi niejako się uniżyć, podjąć wyzwanie wymagające pewnej pokory. Ktoś, kto zadaje pytanie, nawet jeśli jest ono niełatwe, znajduje się na pewno w łatwiejszej sytuacji niż ten, kto musi odpowiedzieć.

 

Chociaż stoi za nim autorytet Kościoła i biskupie szaty.

Tak. Ale to jest właśnie dialog.

 

Jesteśmy w przededniu środy popielcowej. Wiem, że przeniósł Ksiądz z Rzymu do Łodzi szczególną tradycję pielgrzymowania między kościołami stacyjnymi i że zamierza kontynuować tę inicjatywę w Krakowie.

To wielka, wspaniała tradycja pierwszych chrześcijan w Rzymie, którzy w tamtym trudnym czasie – pierwsze trzy wieki istnienia Kościoła to był okres prześladowań chrześcijan – gromadzili się na modlitwie przy grobach swoich męczenników. Nieraz robili to w ukryciu, wiedząc, że gdy wyjdą z katakumb, u góry mogą na nich czekać żołnierze chcący ich aresztować. Taka była sytuacja chrześcijan pozbawionych Kościoła i papieża, który nie miał swojej katedry. Zmieniło się to po tak zwanym edykcie mediolańskim w 313 roku. To wędrowanie, zwłaszcza w okresie Wielkiego Postu, do miejsc naznaczonych męczeństwem wielkich świadków wiary stawało się tradycją, skodyfikowaną przez Grzegorza Wielkiego na początku VI wieku. Ta tradycja trwała nieprzerwanie przez kilka wieków, aż do wieku XIV, do niewoli awiniońskiej. Kiedy po dziesiątkach lat papieże wrócili do Rzymu, już tego zwyczaju nie kontynuowali. Pierwsze próby nawiązania do tamtej pięknej tradycji wielkopostnej podjęto dopiero w wieku XX. Nieśmiałe zachęty pojawiły się w apelach Piusa XI, potem Piusa XII, Jana XXIII i Pawła VI. Ale tym, kto wprowadził to w czyn od początku swojego pontyfikatu, był święty Jan Paweł II. To on zaczął od procesji pokutnej na Awentynie do Bazyliki Świętej Sabiny – tradycyjnie był to kościół, w którym miało miejsce posypanie popiołem.

Kilka miesięcy temu razem ze świeckimi przyjaciółmi z Łodzi chodziliśmy ulicami Rzymu i zaproponowałem im spacery właśnie drogą kościołów stacyjnych. Ku mojemu zaskoczeniu w wielu kościołach stacyjnych Rzymu znajdowałem tablice upamiętniające pobyty Jana Pawła II właśnie z okresów Wielkiego Postu. Jest to więc tradycja rzymska, wskrzeszana w latach 70., 80. przez, proszę sobie wyobrazić, studentów teologii ze Stanów Zjednoczonych i Kanady, a więc z zupełnie innych kontynentów, choć oczywiście pozostających w bliskim nam kręgu kulturowym. Z drugiej strony była to tradycja, którą próbowała wskrzesić pani ambasador Hanna Suchocka, ambasador Rzeczypospolitej Polskiej przy Stolicy Apostolskiej, pielgrzymująca tym szlakiem z gronem swoich przyjaciół ambasadorów z innych krajów.

 

Pani ambasador opublikowała książkę, która opowiada o tym szlaku.

Tak – zarówno w edycji polskojęzycznej, jak i włoskiej. Pani Suchocka wprost zauroczyła mnie swoim zaangażowaniem w tę sprawę i stała się inspiracją, żeby podjąć tę inicjatywę także w Polsce. W Łodzi pomysł przyjął się bardzo dobrze. Było dla mnie wielką radością, kiedy po pewnym czasie zobaczyłem, że na pielgrzymki przyjeżdżają nawet ludzie spoza Łodzi, całymi rodzinami, po to żeby tak właśnie przeżywać Wielki Post.

 

I tak będzie w Krakowie?

Da Pan Bóg, że tak będzie w Krakowie.

 

No właśnie, za dwa dni posypiemy głowy popiołem…

I odbędzie się to w Katedrze na Wawelu. Będzie to jednocześnie pierwszy kościół stacyjny, od którego zaczniemy świętowanie tego szczególnego czasu pokuty, modlitwy, nawrócenia wewnętrznego, jałmużny, a więc szeroko rozumianych dzieł miłosierdzia, właśnie po to, żeby jako nowi, odnowieni wewnętrznie ludzie spotkać się z Chrystusem zwycięskim, zmartwychwstałym w noc Wielkanocy.

 

I tego sobie życzmy. Bardzo dziękuję. Arcybiskup Marek Jędraszewski, metropolita krakowski, był gościem Radia Kraków.

Bardzo dziękuję.

27%
73%