|
|
Kraków 101.6 MHz
Kraków
101.6 MHz
Tarnów
101,0 MHz
Nowy Sącz
90,0 MHz
Zakopane
100,0 MHz
Andrychów
98,8 MHz
Gorlice
97,4 MHz
Krynica-Zdrój
102,1 MHz
Rabka-Zdrój
87,6 MHz
Szczawnica
90,0 MHz
|
Kontakt 4080 (SMS)
DZIEJE SIĘ COŚ W TWOJEJ OKOLICY?
SKONTAKTUJ SIĘ!
12 200 33 33 (antena)
12 630 60 00 (recepcja)
4080 (SMS)
500 202 323 (SMS i MMS)
redakcja@radiokrakow.pl
|
A
A
A

Adam Bujak w Radiu Kraków: moje fotografowanie jest modlitwą

Adam Bujak - artysta, fotografik, który dokumentował pontyfikat Świętego Jana Pawła II, był gościem Radia Kraków w poniedziałek 22 maja w audycji "Oko w oko". Z okazji Narodowego Święta Trzeciego Maja podczas obchodów na Zamku Królewskim w Warszawie artysta, w uznaniu znamienitych zasług w działalności na rzecz rozwoju i popularyzowania kultury chrześcijańskiej, został udekorowany przez Prezydenta RP Andrzeja Dudę odznaczeniem Orderu Orła Białego.

Posłuchaj rozmowy Macieja Zdziarskiego z Adamem Bujakiem

Adam Bujak, po prawej - Prezydent RP Andrzej Duda i Pierwsza Dama Agata Korhnauser-Duda (fot.M.Zdziarski)

Zapis rozmowy z Adamem Bujakiem w audycji „Oko w oko” 22 maja 2017 r.

 

Maciej Zdziarski: Dziś w naszym studiu gościmy z wielką radością pana Adama Bujaka – fotografa, kawalera Orderu Orła Białego. Dobry wieczór!

Adam Bujak: Witam serdecznie.

Na wstępie gratuluję odznaczenia. Podobno kiedy zadzwonił do pana minister Szczerski, pomyślał pan, że to żart.

Tak, pomyślałem: „Jakiś podobny głos do ministra Szczerskiego” i rzeczywiście on mówi: „Tak, to prawda, nie żadna kaczka dziennikarska, że dostał pan order. Prezydent rzeczywiście go panu przyznał”.

To wspaniała wiadomość na 75. urodziny dla artysty, który więcej niż pół wieku spędził na dokumentowaniu polskości. Czy czuje się pan świadkiem polskości – jej obserwatorem i opowiadaczem?

Przeżyłem w Polsce wielkie wydarzenia, urodziłem się przecież w czasie drugiej wojny światowej. Potem był stalinizm, a ojciec mi dobrze wytłumaczył, czym to jest, prowadząc mnie do krypty Piłsudskiego.

To ojciec zaprowadził pana na Wawel?

Ojciec, oficer Legionów marszałka Piłsudskiego, bohater wojny antybolszewickiej pod Radzyminem, ukształtował mnie w pewien sposób. Zresztą marszałek przydzielił swoim bohaterom osiedle. Mieszkaliśmy tam razem z wszystkimi pozostałymi legionistami – myślę tutaj przede wszystkim o pułkowniku Herzogu czy słynnym jeźdźcu panu majorze Królikiewiczu, który mieszkał koło mnie.

Dotknął pan świata, który bezpośrednio wiąże się z przyszłorocznym jubileuszem stulecia odzyskania przez Polskę niepodległości – pan legionistów Piłsudskiego po prostu znał osobiście.

To był początek mojej bardzo wczesnej młodości. Major Herzog powiedział mi wtedy: „Wiesz, ja konserwowałem ciało marszałka Piłsudskiego. On był niezwykłą osobą”. Ale jak weszliśmy do krypty marszałka, to trumna stała zaledwie na dwóch belkach – i nic tam więcej nie było. Herzog mówi do mnie: „Słuchaj, musisz mi zrobić dokumentację dla rządu londyńskiego, więc zrobimy tę kryptę, żeby ona jakoś wyglądała. Przecież nie może nasz kochany marszałek stać na dwóch drewnianych belkach”. I myśmy wnosili po kryjomu, w kawałkach fragmenty postumentu, na którym ona teraz stoi, i wszystkie pozostałe dekoracje. Działo się to zresztą za wiedzą arcybiskupa Wojtyły, który nas pobłogosławił, powiedział nam: „Róbcie tę kryptę, żeby była wspaniała”. To wszystko zasługa majora Herzoga – wspaniałego legionisty marszałka Piłsudskiego, a ja ostatecznie zrobiłem dokumentację dla rządu w Londynie.

Ile miał pan lat, kiedy po raz pierwszy zaczął pan dokumentować Wawel? Dodajmy, że to niezwykłe miejsce doczekało się tysięcy pańskich fotografii.

Ponad dobre pół wieku fotografowałem Wawel. Dokumentowałem wszystkie wydarzenia, które wyzwalały nas z komunizmu. To był ponury gomułkowski komunizm. Pamiętam jeszcze rok 1966 –milenium chrztu Polski. Wielki Prymas Polski, arcybiskup Wojtyła, arcybiskup Baraniak, który był potwornie prześladowany przez bezpiekę. On chyba dwa lata był nago trzymany w lodowatej celi. To coś przerażającego, a dopiero teraz przypominamy sobie życie tego wspaniałego człowieka.

Porozmawiajmy jeszcze o fotografii. Czy dzisiaj, jak wchodzi pan na Wawel i fotografuje go, czuje pan jakieś drżenie, że to jest coś wielkiego, czy po 50 latach jest to już rutyna?

Zawsze czuję drżenie. Czułem je chociażby w czasie ostatniej procesji świętego Stanisława na Wawelu. Tam zostały przyniesione relikwie wielkich świętych, najnowsze należą do świętego Jana Pawła II. Chyba po raz pierwszy w tym roku były też relikwie księdza Bukowińskiego, wspaniałego kapłana, który działał w Kazachstanie. Jego życiorys czytałem w paryskiej „Kulturze”. I właśnie w nieomal pustej katedrze, jeszcze przed tymi uroczystościami, przeżywałem to wszystko. To jest niezwykła świątynia, wspaniała w skali światowej. Miejsce królów. Miejsce pobytu trzech papieży. Miejsce spoczynku wieszczów narodowych, bohaterów narodowych. To wszystko nieprawdopodobnie kształtuje człowieka.

Czy kiedy sięga się po aparat fotograficzny, trzeba mieć świadomość tego historycznego kontekstu, czy raczej należy się od niego zdystansować? Słowem – czy świadomość tego kontekstu paraliżuje czy mobilizuje fotografa?

Jedno i drugie. Nie można być pstrykaczem, który wychodzi z założenia: „A, pstryknę, bo tam jest grób” albo „zrobię zdjęcie, bo siedział na tym tronie papież”. Nie, to trzeba przeżywać. Nieraz mówię, że moje fotografowanie jest zarazem modlitwą. Nawet przy Ojcu Świętym mówiłem, że to jest coś, co człowieka uświęca.

Prezydent Duda, wręczając panu Order Orła Białego, powiedział: „Jest pan wielkim dokumentalistą Polski, a niezwykle skromnym, ponieważ prawie pana nie widać przy pracy. Jest pan fotografem, który rzeczywiście obserwuje, a nie ingeruje w żaden sposób”. Muszę powiedzieć, że też widziałem pana kilka razy przy pracy i pracuje pan zupełnie inaczej niż większość fotoreporterów, którzy są bardzo widoczni, podczas gdy pan jest niezauważalny. Na czym to polega?

Ta praca polega na tym, by nie być nachalnym, by nie stać się koszmarnym paparazzo, który wciska się w człowieka, w jego duszę, w jego ciało, w jego intymność. To nie powinno mieć miejsca.

Pewnie wielu fotografów powiedziałoby, że dzięki temu są najbliżej wydarzenia.

To nieprawda. Można być blisko wydarzenia, nie będąc zauważalnym. Uważam, że nie powinno się być natrętnym człowiekiem, który wciska się niepotrzebnie. Mamy do czynienia z sacrum, a w sacrum nie powinien wciskać się żaden fotograf. Powinien zachować odpowiednią odległość, tak by mógł uchwycić wszystko to, co najważniejsze, ale jednocześnie nie był przy tym nachalny, nie był tym pierwszym. Bo pierwszym jest koncelebrujący – w przypadku uroczystości kościelnej.

Jeśli dzisiaj młody człowiek z aparatem fotograficznym w ręku chciałby zmierzyć się z historią, to od którego z krakowskich miejsc należałoby zacząć taką podróż?

Rynek Główny, Wawel, Szlak Królewski. Mamy w Krakowie skarby, które olśniewają człowieka.

Ktoś wątpiący powiedziałby, że Rynek to zadeptany plac, po którym biegają turyści z Liverpoolu, często niezbyt trzeźwi, a pod Sukiennicami rozstawione są stragany. Jak poczuć wielkość tego miejsca?

Po prostu skupić się. Skupić się na konkretnych miejscach. Wejść chociażby do Kościoła Mariackiego. Owszem, on jest tłoczny, pełen turystów, pełen osób żujących gumy, widziałem nawet ludzi z lodami i w czapkach.

We wnętrzu kościoła?

Tak. I to jest brak kultury. Mówi się zresztą nieraz, że Polacy nie mają kultury. W istocie Polacy mają większą kulturę niż Anglicy i wiele innych nacji, które przyjeżdżają do Krakowa.

Więc trzeba się od tego odizolować. Pan to potrafi, fotografując?

Tak, bez problemu. Poza tym cieszę się, że tyle milionów turystów przyjeżdża do Krakowa, że mówią o Polsce jako o kraju zupełnie innym, niż sobie wyobrażali. Cieszę się, że są wspaniałe hotele, wspaniałe restauracje, że można zjeść wyśmienite krakowskie potrawy, że mamy polską kuchnię. To wszystko kształtuje naszą kulturę, naszą rzeczywistość w Krakowie.

Co jeszcze powinien sfotografować młody fotograf? Czemu powinien się uważniej przyjrzeć? Jakim konkretnym budynkom na Trakcie Królewskim, zanim dojdzie do Wawelu?

To, co kształtuje Polskę. Tutaj działał wielki Wit Stwosz. Kiedy były rusztowania przy ołtarzu, miałem szczęście siedzieć tam całymi godzinami i fotografować szczegóły. To, jak są fantastycznie wykonane, zapierało dech w piersiach. Ale też pejzażyki, przepiękne budyneczki, które wtenczas widział mistrz. Wszyscy ci ludzie noszą stroje z czasów, w których żył Wit Stwosz. To nie są stroje sprzed dwóch tysięcy lat, tylko prawdziwe stroje mieszczan.

Warto, by ktoś, kto ten ołtarz ogląda i fotografuje, znał też jego niezwykłą historię. To, że został wywieziony przez Niemców, później go odrestaurowano. To pokazuje, że nawet po największej pożodze może się odrodzić coś, co jest wspaniałym skarbem kultury.

I odrodziło się! Popatrzmy na Kraków, który jest piękny oraz stosunkowo schludny i zadbany. Oczywiście zdarza się, że ludzie rzucają pety czy gumy. Przeszkadza mi to, bo właściwie cały Kraków jest nimi oblepiony. To dla mnie straszne, że nie mamy ograniczeń, a powinniśmy je mieć. Powinniśmy sobie zdawać sprawę, że wchodzimy do wspaniałej świątyni, co wymaga odpowiedniego zachowania.

Idziemy więc Traktem Królewskim i mniej więcej w połowie drogi po lewej stronie znajduje się wielka, wspaniała świątynia, podobna do Il Gesù.

Kościół św. Piotra i Pawła.

Wielu turystów mówi wtedy: „O, już widziałem taki kościół”.

Ale on właściwie podobny jest tylko z zewnątrz, w środku jest zupełnie niepodobny. Nieraz się mówi, że to naśladownictwo, ale Piotr i Paweł co najwyżej nawiązuje do Il Gesù. Byłem tam wiele razy w Rzymie, to kompletnie inna świątynia, ona troszeczkę przypomina fasady. Romańskie są cudowne wieże, a przepiękne zwieńczenie kopuły nawiązuje do baroku. Proszę zobaczyć, jak one świetnie komponują się ze sobą!

Pół kroku za Piotrem i Pawłem jest św.Andrzej – kolejna świątynia, pod opieką klarysek, trochę niezauważana.

Niezauważana, a mimo wszystko zawsze są tam turyści. Przed kratą widzimy ambonę, łódź Piotrową. To jest genialne. Jak pracowałem nad klasztorami kontemplacyjnymi, siostry mnie wpuściły do siebie i widziałem od środka życie klarysek.

Skręcamy w prawo przez plac Marii Magdaleny i wchodzimy w może najbardziej fascynującą ulicę Krakowa, czyli ulicę Kanoniczą. Bardzo ją pan obfotografował?

Tak, bardzo! Mogę się pochwalić, że jest tam stara galeria moich zdjęć, mówiących właśnie o świętym Janie Pawle II, jeszcze jako biskupie, arcybiskupie, kardynale, papieżu. W domu, w którym mieszkał kiedyś biskup Wojtyła, mieści się moja ekspozycja.

Ten dom można zwiedzić, to jest przestrzeń muzealna – też polecamy! Ale wcześniej jest jeszcze Pałac Biskupa Erazma Ciołka.

Cudowne miejsce! Dawniej było właściwie martwe. Pamiętam, że właśnie tam byłem badany, gdy miałem iść do wojska.

To była przychodnia?

Tak, mieściła się tam przychodnia. To było dość zapuszczone miejsce, a teraz jest przepiękne, cudownie skomponowane. Jak się wchodzi do środka, wydaje się, że trwa to wieki. Wyjątkowo piękna ekspozycja, którą koniecznie trzeba polecić mieszkańcom Krakowa.

I uroda tej ulicy jest niezwykła.

Uroda jest niezwykła, tak. Widzimy cudowne kamieniczki po bokach, na których jest piękne sgraffito. I nagle wyłania się Wawel. Ten renesans, gotyk oszałamia. Nie widać wprawdzie romańszczyzny, mimo to gotyk w jakiś sposób nam się narzuca. Cudowne renesansowe, gotyckie są chociażby skrzydła Wawelu.

Jakie jeszcze miejsca Wawelu, może mniej znane, mniej spektakularne, są dla pana szczególnie ważne?

Któregoś razu chodziłem sobie po Wawelu i nagle widzę jakiegoś ptaszka, inkrustowany, przepiękny. Malusieńki, wielkości prawdziwego ptaka. Takie właśnie ozdoby są na ołtarzach w Kaplicy Najświętszego Sakramentu. Nieraz mówi się na nią Kaplica Batorego, chociaż nie powinna się tak nazywać. Sam Batory leży na dole w kryptach. Tam właśnie podziwiałem detale, których zwykle się nie dostrzega. Przechodzimy, klękamy przed Najświętszym Sakramentem i nie zastanawiamy się nad tym, co przed nami. A trzeba przyjrzeć się bliżej tym ołtarzom.

Czyli nawet panu zdarza się zauważyć detale, których nie dostrzegał pan przez pół wieku?

Tak, oczywiście. Tak właśnie jest.

Jeśli opuścimy Wawel i wrócimy na Rynek Główny, w którą stronę warto się udać?

Nie wracajmy do Rynku Głównego. Idźmy do Kościoła Bernardynów.

Wspaniały kościół.

Tak, a był to szarobury kościół. Ściany były szare, ołtarze pomalowane zwyczajną brązową farbą. Gdzieś tam złoto prześwitywało i odkryto marmoryzację. To jest zupełnie genialne barokowe wnętrze. Przewspaniałe. Oszałamiające.

I tylko dwa kroki od Wawelu, trochę w jego cieniu.

Tak.

Po drodze na Kazimierz.

I również Kościół Misjonarzy.

Po lewej stronie, gdybyśmy kontynuowali tę podróż.

Tak. Ale nie wracajmy jeszcze do Rynku Głównego, idźmy na Kazimierz. Zobaczymy tam zapierający dech w piersiach Kościół Bożego Ciała.

Wspaniały. Od XV wieku są tam kanonicy laterańscy.

Zobaczymy świętą Katarzynę zapierającą dech w piersiach.

A potem jesteśmy już dwa kroki od Skałki.

Tak. Na Skałce byliśmy świadkami wielkich uroczystości. Możemy sobie powspominać, jakie to były piękne uroczystości.

Ile razy fotografował pan procesyjne przejście z Wawelu na Skałkę?

Pół wieku, mogę powiedzieć.

Czyli 50 razy.

Tak.

Dokumentował pan też procesję roku 2017 – pierwszą, którą prowadził nowy arcybiskup Krakowa Marek Jędraszewski. Towarzyszy mu pan z aparatem już od pewnego czasu.

Tak, zostałem nawet nazwany osobistym dokumentatorem jego poczynań, ojca archidiecezji. Towarzyszę mu już od ostatnich dni w Łodzi. Został też przyjęty w Katedrze prawosławnej w Łodzi, gdzie specjalnie dla niego liturgia była celebrowana po polsku. To zupełnie niebywała rzecz. Wspaniale został przyjęty przez arcybiskupa.

Tak Łódź żegnała Marka Jędraszewskiego.

Tak, żegnała go ze łzami w oczach. Myśmy jedli obiad, a arcybiskup ze łzami w oczach żegnał się z ludźmi, bez obiadu, to coś niebywałego. To samo obserwuję tutaj od kilku miesięcy, odkąd przyjechał do Krakowa. Jest przyjmowany z wielkim entuzjazmem.

Mija właśnie czwarty miesiąc obecności arcybiskupa.

Tak. I cały czas coraz bardziej pogłębia się pewna serdeczność w stosunku do niego.

Dużo pan zrobił zdjęć arcybiskupowi?

Arcybiskupowi zrobiłem jakieś 15 tysięcy zdjęć.

Przez 4 miesiące!

A ja wcale nie pstrykam jednego zdjęcia za drugim, tylko wybieram momenty, komponuję te, które najbardziej mnie fascynują.

Czy trzeba akceptować kogoś, kogo się fotografuje, żeby zdjęcia były naprawdę dobre?

Tak, to jest bardzo ważne. Nie wyobrażam sobie fotografowania kogoś, z kim nie mam żadnych stosunków, kto jest mi daleki. A arcybiskup Jędraszewski jest bardzo bliską mi osobą. Czuję do niego taką serdeczność, jaką czułem przy Ojcu Świętym. Naszego papieża cały czas widzę w naszym biskupie. Mówię mu: „Księże arcybiskupie, widzę nawet uśmiech taki jak u mojego drogiego Jana Pawła II”.

A czy Marek Jędraszewski jest fotogeniczny?

Muszę szczerzę powiedzieć, że tak. Portretowałem też kardynała Wyszyńskiego i z każdego jego zdjęcia bił majestat. Mówiło się natomiast, że niefotogeniczny był Wojtyła, gdy był biskupem.

Rzeczywiście tak było?

Trochę tak. Nawet ksiądz Dziwisz mówił: „Wie pan, panie Adamie, zrobił pan te portrety, ale on jest niefotogeniczny”. No nie jest. A teraz te fotografie są rarytasem! Są wyjątkowe, bo przecież robiłem też prywatne zdjęcia, w kurii. Był wtedy ’66 rok. Karol Wojtyła, jak został kardynałem, siadł sobie na fotelu i mówi: „Proszę mnie przesuwać w tę stronę i w tę”. Ja go przesuwałem raz do okna, raz tak, raz tak. Wtenczas te zdjęcia nie zachwycały, a teraz są rarytasem.

Dokumentują fragment życia Karola Wojtyły, który jest mało obfotografowany.

Tak. Absolutnie wyjątkowy. I jak teraz patrzę na nie, to myślę sobie: „Boże, dlaczego myśmy mówili, że on był niefotogeniczny?”.

Inaczej jest z arcybiskupem Jędraszewskim.

Jest bardzo fotogeniczny. Bardzo. Można powiedzieć, że każde zdjęcie nadaje się do publikacji.

I tak będzie, bo zostanie wydany album.

Tak. Specjalną książkę przygotowuje wydawnictwo Biały Kruk.

Kogo lub co chciałby pan jeszcze sfotografować? Czy w wieku 75 lat ma pan jeszcze dalekosiężne plany?

No, dziadek się jeszcze trzyma! Teraz pracuję nad Polską Wschodnią. Muszę powiedzieć, że polowałem na zwierzęta, oczywiście kamerą fotograficzną. Patrzyłem ze zgrozą, jak ci z karabinami mordowali cudowne jelenie, które ja chciałem sfotografować żywe. Jak to się mówi, byłem zakamuflowany w Dolinie Sanu, polowałem aparatem wraz z leśniczym, który też nienawidzi strzelania do zwierząt. Trzy dni tam siedzimy, mówię: „I nic przez tyle czasu nie upolowałem”, a on nagle: „Niech pan spojrzy w prawo”. A tam Doliną Sanu przez środek idzie dzikie stado żubrów.

Niezwykłe!

Zupełnie mnie zatkało. Myślę: „Jezus Maria, jakby ktoś mi dosłownie napędził te dzikie żubry, żebym mógł je sfotografować”. Cała sesja powstała z tej wizyty, wróciłem szczęśliwy z Bieszczad. Ale zdjęcia mam z różnych miejsc Polski Wschodniej, bo fotografuję cały pas wschodni. Przejechałem autem 6 tys. kilometrów, dotarłem aż do Puńska – tam gdzie jest ten kościół litewski. Przepiękne tam były obrzędy litewskie. A w innych miejscach Tatarzy polscy, prawosławni polscy. Moim zdaniem dopiero pierwszy raz zostanie pokazany cały ten pas Polski, niezwykle patriotyczny. Proszę zobaczyć, że mimo takiego pomieszania narodów jest tam najwięcej pomników patriotycznych. W Kruszynianach mamy mahometan, są Bohoniki. To jest fenomen Polski Wschodniej.

Ciągnie pana do Polski Wschodniej?

Bardzo. Bardzo mnie ciągnie. Moja matka urodziła się na Sybirze w Omsku. Pierwsze mieszkanie mojej rodziny było położone w Puszczy Augustowskiej i tam zawsze ciągnęło moją mamę, jeszcze gdy była małym dzieckiem. Po matce została mi ciągota do wschodnich terenów Polski.

Po 50 latach Pańskiej pracy pozostaje olbrzymi dorobek. Czy bycie półwiecznym kronikarzem polskości jest paraliżujące? Czy kiedy sięga pan po aparat fotograficzny, to ze świadomością tego, czego już dokonał, czy jednak za każdym razem trzeba zaczynać od nowa?

Jak patrzę na swoje zdjęcia Karola Wojtyły, na zdjęcia Ojca Świętego w trumnie, to sam siebie pytam: „Boże, to moje są zdjęcia?”. A jednak moje. Udało mi się utrwalić, i w dalszym ciągu utrwalam, kawał historii. Czuję adrenalinę, nie patrzę na swój wiek, tylko dźwigam sprzęt, który nieraz waży 25 kilo – wczoraj taki taszczyłem. Nie czuję wysiłku, dopiero potem myślę sobie: „O, choroba, trochę ręce mi się zmęczyły. Trzeba chwilę odpocząć”. Ale jak fotografuję, nie czuję tego ciężaru. Myślę przede wszystkim o kadrze, o kompozycji. To jest najważniejsze.

Dziękuję bardzo za to wieczorne spotkanie. Moim gościem był Adam Bujak, fotograf, kawaler Orderu Orła Białego i wielki świadek polskości.

Dziękuję serdecznie.

83%
17%